Wieści ze Strasburga: Różnice pomiędzy wersjami

Linia 471: Linia 471:


Serdecznie dziękuję Pani za ten list. Zgodnie z Pani życzeniem, obiecuję napisać co nieco o diasporze żydowskiej w Strasburgu w następnym liście. A tymczasem pozdrawiam Panią, Mordka, Icka oraz wszystkich stałych i sporadycznych czytelników „Wieści”.
Serdecznie dziękuję Pani za ten list. Zgodnie z Pani życzeniem, obiecuję napisać co nieco o diasporze żydowskiej w Strasburgu w następnym liście. A tymczasem pozdrawiam Panią, Mordka, Icka oraz wszystkich stałych i sporadycznych czytelników „Wieści”.
== Boże Narodzenie ==
<div style="text-align: right;">Strasburg, 19 grudnia 2003 r.</div>
Witam w wydaniu świątecznym!
Koniec semestru był dla mnie czasu zarówno intensywnej nauki, jak i intensywnego imprezowania, dlatego przez dłuższy czas nie było żadnych wieści ze Strasburga. Ale skoro już jestem po egzaminach, to najwyższy czas coś skrobnąć, a że zbliżają się Święta, to będzie o Świętach. Wiem, w poprzednim liście obiecałem napisać coś o miejscowej diasporze żydowskiej, ale pani Bąbelsztajn zgodziła się trochę poczekać.
Właściwie, to będę kontynuował temat z poprzedniego listu, to znaczy, będzie o atmosferze, z tym, że o atmosferze Bożego Narodzenia. Tak naprawdę, to niewiele się to różni od tego, co znamy z Krakowa. Myślę, że przynajmniej w tej części Euro­py większość bożonarodzeniowych tradycji wywodzi się z Niemiec. Nieważne więc czy jesteśmy po tej (Polska) czy po tamtej (Alzacja) stronie Niemiec, bo mamy te same jarmarki, choinki, bombki, grzańce, pierniki, jasełka, światełka i kebaby. Różnica jest co najwyżej ilościowa – tutaj to wszystko jest zrobione z większym rozmachem – ale nie jakościowa; jak się przyjrzeć poszczególnym elementom świątecznego wystroju mia­sta, to nie znajdziemy niczego, co by nas zaskoczyło.
W Strasburgu najstarszym i najsłynniejszym jarmarkiem świątecznym jest ''Christ­kindelmärik''. Wywodzi się on ze średniowiecznego jarmarku św. Mikołaja. W dobie re­formacji protestanci, chcąc zerwać z kultem świętych, przemianowali ten targ na jar­mark dzieciątka Jezus. Obecnie można by to nazwać co najwyżej świętem zakupów, ale nazwa pozostała. A kto – możecie spytać – przynosi dzieciom prezenty, jeśli nie Mikołaj? Otóż tutaj zajmuje się tym ''Père Noël'' (dosłownie: Ojciec Boże Narodzenie), taki białobrody pajac w czerwonym płaszczu, który co roku przyjeżdża na… osiołku. Jeśli chce się dostać prezent, to koniecznie trzeba mieć przygotowaną marchewkę dla osiołka.
Od ok. 1870 r. ''Christkindelmärik'' odbywa się na Placu Brogliego. Ale stragany usta­wione są nie tylko tam, lecz praktycznie na każdym placu i placyku starego Strasbur­ga. Całe miasto jest upstrzone kolorowymi, migocącymi światełkami – niektóre ilumi­nacje budynków są nawet całkiem ładne – a powietrze jest przesycone zapachem grza­nego wina. Grzańca można kupić chyba na co drugim stoisku (2&nbsp;€ za kubek). Poza tym jest cała masa słodyczy, pieczonych kasztanów i przeróżnych bibelotów. Ktokolwiek zajmuje się w Strasburgu rękodzielnictwem, ma tu swój stragan; można tu kupić tak mocno związane z tradycyjnym alzackim Bożym Narodzeniem pamiątki, jak weneckie maski karnawałowe czy hinduskie figurki Buddy.
Oczywiście okoliczne miasteczka pozazdrościły Strasburgowi świątecznego jar­marku i zaczęły organizować własne, często nawet lepsze. W zeszłą niedzielę wybrałem się z sąsiadami z akademika na wycieczkę do dwóch takich miasteczek. Towarzystwo było oczywiście międzynarodowe: Flavia i Enrique z Brazylii, Emanuela z Włoch, John ze Stanów Zjednoczonych oraz Justyna i ja z Polski. Najpierw pojechaliśmy pociągiem do Kolmaru. To bardzo ładne miasteczko, ale o tej porze roku trochę szare. Nie upięk­szają go niestety kiczowate mikołaje ani sztuczne sople czy nibyśnieg (bo po prawdzi­wej zimie nie ma, rzecz jasna, ani śladu). Ten krótki pobyt w Kolmarze utwierdził mnie zatem tylko, że muszę tam wrócić na wiosnę.
Zdecydowanie najbardziej podobał mi się jarmark świąteczny w Ribeauvillé. To nie­wielka miejscowość, która taki jarmark organizuje dopiero od kilkunastu lat, ale za to mieli tu świetny pomysł: jarmark średniowieczny. Ponieważ miasteczko leży pięć kilo­metrów od najbliższej stacji kolejowej, najpierw zrobiliśmy sobie mały spacerek; po drodze oglądając z daleka okoliczne zameczki, których jest tam prawie tyle samo co wzgórz. A na miejscu czekały na nas stragany ze sprzedawcami ubranymi w średnio­wieczne stroje, różne zabawy dla dzieci, turnieje rycerskie, szopki, smakołyki. Wszys­tko to tworzyło bardzo miłą atmosferę bez zbędnego kiczu. A do tego całość była osa­dzona w niezwykle malowniczej scenerii autentycznie średniowiecznego miasteczka.
To tyle w tym roku. Na następne wieści musicie poczekać do 2004 r. Tymcza­sem pożegnałem się już z Flavią, która wraca do Rio de Janeiro, życząc jej gorących i słonecznych świąt. A Wam życzę świąt mroźnych i białych czyli takich, jakie powinny być w Polsce, a potem szampańskiego sylwestra!


== I&nbsp;po świętach ==
== I&nbsp;po świętach ==