Wieści ze Strasburga: Różnice pomiędzy wersjami

Linia 357: Linia 357:
Najważniejsze, co trzeba wiedzieć o Francuzach, a o francuskich urzędnikach i urzęd­niczkach w szczególności, to to, że nigdzie im się nie śpieszy. W ich ruchach nie zauważylibyście ani odrobiny nerwowości czy niecierpliwości; wszystko robią spo­koj­nie, bezstresowo i nigdy nikogo nie poganiają. Po prostu mają dużo czasu.
Najważniejsze, co trzeba wiedzieć o Francuzach, a o francuskich urzędnikach i urzęd­niczkach w szczególności, to to, że nigdzie im się nie śpieszy. W ich ruchach nie zauważylibyście ani odrobiny nerwowości czy niecierpliwości; wszystko robią spo­koj­nie, bezstresowo i nigdy nikogo nie poganiają. Po prostu mają dużo czasu.


Dzięki temu kolejki są odpowiednio długie, stosownie do wagi sprawy, którą należy załat­wić, a do tego ciągle się powiększają. Oczywiście najdłuższe były kolejki po poz­wolenie na pobyt (''carte de séjour'') i z tym miałem najwięcej problemów. Ostatecznie udało mi się zło­żyć podanie o pozwolenia na pobyt za piątym podejściem (nie licząc tych podejść, kiedy okazywało się, że jest po prostu zamknięte).
Dzięki temu kolejki są odpowiednio długie, stosownie do wagi sprawy, którą należy załat­wić, a do tego ciągle się powiększają. Oczywiście najdłuższe były kolejki po poz­wolenie na pobyt (''carte de séjour'') i z tym miałem najwięcej problemów. Ostatecznie udało mi się zło­żyć podanie o pozwolenie na pobyt za piątym podejściem (nie licząc tych podejść, kiedy okazywało się, że jest po prostu zamknięte).


'''Podejście pierwsze:''' Spoko, kolejki jeszcze są w miarę krótkie, czeka się jakieś 20 minut, chyba nie więcej. Stojąc w kolejce spotykam koleżanki z Polski, których papie­rów nie przyjęli, bo nie miały w paszporcie pieczątki wbitej na granicy UE. Kombinują, jakby tu ją zdobyć – jechać na lotnisko, na granicę szwajcarską, do konsulatu polskie­go, czy gdzie? Ja też nie mam, ale myślę sobie, że jakoś to będzie. I rzeczywiście – kiedy wreszcie dochodzę do biurka, okazuje się, że i tak nic nie załatwię, bo jakiś tam doku­ment mam nieskserowany, a w całym urzędzie nie mają kserokopiarki (bo i po co?). Zanim udało mi się porobić wymagane kopie, urząd mi zamknęli.
'''Podejście pierwsze:''' Spoko, kolejki jeszcze są w miarę krótkie, czeka się jakieś 20 minut, chyba nie więcej. Stojąc w kolejce spotykam koleżanki z Polski, których papie­rów nie przyjęli, bo nie miały w paszporcie pieczątki wbitej na granicy UE. Kombinują, jakby tu ją zdobyć – jechać na lotnisko, na granicę szwajcarską, do konsulatu polskie­go, czy gdzie? Ja też nie mam, ale myślę sobie, że jakoś to będzie. I rzeczywiście – kiedy wreszcie dochodzę do biurka, okazuje się, że i tak nic nie załatwię, bo jakiś tam doku­ment mam nieskserowany, a w całym urzędzie nie mają kserokopiarki (bo i po co?). Zanim udało mi się porobić wymagane kopie, urząd mi zamknęli.