Wieści ze Strasburga: Różnice pomiędzy wersjami

Linia 304: Linia 304:
Powoli zadomawiam się w tym akademiku, choć remont nadal trwa. Nie wiem, dlaczego, ale kaloryfery zamiast w nocy grzać, to grają; jest taki hałas, że może umarłego zbudzić. Ale jeśli to nie pomoże wstać z samego rana, to codziennie (przynajmniej bez łikendów) o siódmej rano robotnicy zaczynają coś wiercić albo ciąć. Od czasu do czasu nie ma wody w kranach albo prądu, ale za to jak pada deszcz, to na korytarzach robi się mokro.
Powoli zadomawiam się w tym akademiku, choć remont nadal trwa. Nie wiem, dlaczego, ale kaloryfery zamiast w nocy grzać, to grają; jest taki hałas, że może umarłego zbudzić. Ale jeśli to nie pomoże wstać z samego rana, to codziennie (przynajmniej bez łikendów) o siódmej rano robotnicy zaczynają coś wiercić albo ciąć. Od czasu do czasu nie ma wody w kranach albo prądu, ale za to jak pada deszcz, to na korytarzach robi się mokro.


Mimo wszystko da się żyć, zresztą chyba nie chciało by mi się kolejny raz przeprowadzać, nawet gdybym znalazł jakiś lepszy lokal. Dużym postępem jest pojawienie się w kuchniach piekarników i mikrofalówek. Żeby je wypróbować, przez parę dni żywiłem się głównie pizzą.
Mimo wszystko da się żyć, zresztą chyba nie chciałoby mi się kolejny raz przeprowadzać, nawet gdybym znalazł jakiś lepszy lokal. Dużym postępem jest pojawienie się w kuchniach piekarników i mikrofalówek. Żeby je wypróbować, przez parę dni żywiłem się głównie pizzą.


Tymczasem na uczelni rok akademicki na dobre się rozkręcił i jest coraz więcej roboty. Zajęcia wyglądają tu trochę inaczej niż u nas. Przede wszystkim nie ma podziału na wykłady i ćwiczenia. Zajęcia trwają przeważnie dwie godziny zegarowe, a nie półtora, jak my jesteśmy przyzwyczajeni, co jest dosyć męczące. Co mnie szczególnie zdziwiło, to coś, co tutejsi specjaliści od różnic  międzykulturowych nazwaliby „małym dystansem od władzy” (''small power distance''), choć dla mnie jest to raczej brak szacunku dla nauczyciela. Nie chodzi tylko o to, że studenci jedzą na zajęciach, głośno rozmawiają i nawet nie przeproszą, gdy zwróci im się uwagę – to może się zdarzyć i u nas; ale szokiem dla mnie było to, że to studenci ogłaszają koniec zajęć; jeżeli lekcja miała się skończyć na przykład o godzinie dziesiątej, to punkt dziesiąta wszyscy pakują się i wychodzą – nawet jeśli wykładowca ciągle jeszcze mówi!
Tymczasem na uczelni rok akademicki na dobre się rozkręcił i jest coraz więcej roboty. Zajęcia wyglądają tu trochę inaczej niż u nas. Przede wszystkim nie ma podziału na wykłady i ćwiczenia. Zajęcia trwają przeważnie dwie godziny zegarowe, a nie półtora, jak my jesteśmy przyzwyczajeni, co jest dosyć męczące. Co mnie szczególnie zdziwiło, to coś, co tutejsi specjaliści od różnic  międzykulturowych nazwaliby „małym dystansem od władzy” (''small power distance''), choć dla mnie jest to raczej brak szacunku dla nauczyciela. Nie chodzi tylko o to, że studenci jedzą na zajęciach, głośno rozmawiają i nawet nie przeproszą, gdy zwróci im się uwagę – to może się zdarzyć i u nas; ale szokiem dla mnie było to, że to studenci ogłaszają koniec zajęć; jeżeli lekcja miała się skończyć na przykład o godzinie dziesiątej, to punkt dziesiąta wszyscy pakują się i wychodzą – nawet jeśli wykładowca ciągle jeszcze mówi!