Wieści ze Strasburga: Różnice pomiędzy wersjami

Znaczniki: Z urządzenia mobilnego Z wersji mobilnej (przeglądarkowej)
Nie podano opisu zmian
 
(Nie pokazano 3 pośrednich wersji utworzonych przez tego samego użytkownika)
Linia 102: Linia 102:
Akademia Strasburska została założona już w XVI w., a status uniwersytetu (prawo nadawania stopni doktorskich) uzyskała w 1621 r. Po wcieleniu Strasburga do Francji w 1681 r. uczelnia, która zachowała swój luterański charakter, stała się z czasem ważnym ośrodkiem kształcenia przyszłych dyplomatów, m.in. Klemensa von Metternicha. Do znanych absolwentów należy również J.W. von Goethe. W czasie Rewolucji uniwersytet zeświecczono, ale przynajmniej uniknął nacjonalizacji. Pod panowaniem niemieckim, tj. po 1871 r., uczelnia została znacznie rozbudowana; wzniesiono wtedy m.in. majestatyczny gmach zwany Pałacem Uniwersyteckim.
Akademia Strasburska została założona już w XVI w., a status uniwersytetu (prawo nadawania stopni doktorskich) uzyskała w 1621 r. Po wcieleniu Strasburga do Francji w 1681 r. uczelnia, która zachowała swój luterański charakter, stała się z czasem ważnym ośrodkiem kształcenia przyszłych dyplomatów, m.in. Klemensa von Metternicha. Do znanych absolwentów należy również J.W. von Goethe. W czasie Rewolucji uniwersytet zeświecczono, ale przynajmniej uniknął nacjonalizacji. Pod panowaniem niemieckim, tj. po 1871 r., uczelnia została znacznie rozbudowana; wzniesiono wtedy m.in. majestatyczny gmach zwany Pałacem Uniwersyteckim.


W 1968 r. Uniwersytet Strasburski został podzielony na trzy osobne uczelnie: Uniwersytet im. Louisa Pasteura (nauki przyrodnicze), Uniwersytet im. Marca Blocha (nauki humanistyczne) oraz Uniwersytet im. Roberta Schumana (nauki społeczne), na którym teraz studiuję. Robert Schuman (1880–1963), którego imię nosi moja uczelnia, był w latach 1948-1953 ministrem spraw zagranicznych Francji i – jako współinicjator utworzenia Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali – jest uważany za jednego z ojców zjednoczonej Europy.
W 1968 r. Uniwersytet Strasburski został podzielony na trzy osobne uczelnie: Uniwersytet im. Louisa Pasteura (nauki przyrodnicze), Uniwersytet im. Marca Blocha (nauki humanistyczne) oraz Uniwersytet im. Roberta Schumana (nauki społeczne), na którym teraz studiuję. Robert Schuman (1880–1963), którego imię nosi moja uczelnia, był w latach 1948–1953 ministrem spraw zagranicznych Francji i – jako współinicjator utworzenia Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali – jest uważany za jednego z ojców zjednoczonej Europy.


[[File:widok_z_okna_la_somme.jpg|thumb|left|Widok z okna akademika przy rue de la Somme na intytut]]
[[File:widok_z_okna_la_somme.jpg|thumb|left|Widok z okna akademika przy rue de la Somme na intytut]]
Linia 246: Linia 246:
18 lipca 1789 r., gdy po kilkudniowych walkach w Paryżu upadała Bastylia, mieszkańcy Strasburga zgromadzili się na największym placu, żeby pokrzyczeć trochę „Niech żyje król!”, po czym rozeszli się do domów. Ale już trzy dni później ratusz został ograbiony, a tym samym w Strasburgu rozpoczęła się Wielka Rewolucja Francuska czyli kilkanaście lat barbarzyństwa w imię szczytnych ideałów, z którego – nie wiem dlaczego – Francuzi są tak dumni. Katedra została ogołocona i zamieniona w „świątynię rozumu”. Wieża katedralna ocalała tylko dzięki temu, że powieszono na niej olbrzymią czerwoną czapkę, symbol Rewolucji. W innych kościołach urządzono chlewy lub magazyny.
18 lipca 1789 r., gdy po kilkudniowych walkach w Paryżu upadała Bastylia, mieszkańcy Strasburga zgromadzili się na największym placu, żeby pokrzyczeć trochę „Niech żyje król!”, po czym rozeszli się do domów. Ale już trzy dni później ratusz został ograbiony, a tym samym w Strasburgu rozpoczęła się Wielka Rewolucja Francuska czyli kilkanaście lat barbarzyństwa w imię szczytnych ideałów, z którego – nie wiem dlaczego – Francuzi są tak dumni. Katedra została ogołocona i zamieniona w „świątynię rozumu”. Wieża katedralna ocalała tylko dzięki temu, że powieszono na niej olbrzymią czerwoną czapkę, symbol Rewolucji. W innych kościołach urządzono chlewy lub magazyny.


W lutym 1790 r. na burmistrza wybrano barona '''Frédérica de Dietricha''' (1748–1793), wprawdzie arystokratę, ale liberalnego, zwolennika monarchii konstytucyjnej. Starał się, jak mógł, utrzymać względny spokój w mieście i w nowo utworzonym powiecie
W lutym 1790 r. na burmistrza wybrano barona '''Frédérica de Dietricha''' (1748–1793), wprawdzie arystokratę, ale liberalnego, zwolennika monarchii konstytucyjnej. Starał się, jak mógł, utrzymać względny spokój w mieście i w nowo utworzonym powiecie Dolny Ren (za Rewolucji cała Francja została podzielona na prawie sto istniejących do dzisiaj, mniej więcej równej wielkości ''départements'', których nazwy przeważnie pochodzą od rzek). Dość dużym kłopotem dla nowego burmistrza było przekonanie katolików, że zapanowała teraz równość i że prawo do wyboru biskupa mają wszyscy, również ateiści, luteranie i Żydzi.
Dolny Ren (za Rewolucji cała Francja została podzielona na prawie sto istniejących do dzisiaj, mniej więcej równej wielkości ''départements'', których nazwy przeważnie pochodzą od rzek). Dość dużym kłopotem dla nowego burmistrza było przekonanie katolików,
że zapanowała teraz równość i że prawo do wyboru biskupa mają wszyscy, również ateiści, luteranie i Żydzi.


W kwietniu 1792 r. rozgorzała wojna między rewolucyjną Francją a koalicją sąsiednich monarchii zaniepokojonych tym, co się tam dzieje, zwłaszcza po tym, jak w styczniu 1793 r. żyrondyści zgilotynowali króla. Działania wojenne nie ominęły, rzecz jasna, Strasburga. Podczas walk z Austriakami pewien młody strasburski oficer, '''Rouget de L’Isle''', napisał „Pieśń wojenną Armii Reńskiej”, która tak szybko zyskała na popularności, że wkrótce potem śpiewano ją na drugim końcu Francji. Ostatecznie najbardziej rozprzestrzeniła się jej marsylijska wersja, która z czasem stała się francuskim hymnem narodowym, ale to właśnie de L’Isle uważany jest za autora „Marsylianki”. W maju 1793 r. do władzy doszli jakobini wprowadzając politykę terroru i gilotynując kogo się da. Do Strasburga wysłano bardzo aktywnych działaczy, Saint-Justa i Lebasa, którzy bardzo ostro sterroryzowali miasto. De Dietrich został oskarżony o oddanie miasta wrogom, kryzys finansowy i nieurodzaj, i – jak łatwo się domyśleć – powędrował pod gilotynę.
W kwietniu 1792 r. rozgorzała wojna między rewolucyjną Francją a koalicją sąsiednich monarchii zaniepokojonych tym, co się tam dzieje, zwłaszcza po tym, jak w styczniu 1793 r. żyrondyści zgilotynowali króla. Działania wojenne nie ominęły, rzecz jasna, Strasburga. Podczas walk z Austriakami pewien młody strasburski oficer, '''Rouget de L’Isle''', napisał „Pieśń wojenną Armii Reńskiej”, która tak szybko zyskała na popularności, że wkrótce potem śpiewano ją na drugim końcu Francji. Ostatecznie najbardziej rozprzestrzeniła się jej marsylska wersja, która z czasem stała się francuskim hymnem narodowym, ale to właśnie de L’Isle uważany jest za autora „Marsylianki”. W maju 1793 r. do władzy doszli jakobini, wprowadzając politykę terroru i gilotynując, kogo się da. Do Strasburga wysłano bardzo aktywnych działaczy, Saint-Justa i Lebasa, którzy bardzo ostro sterroryzowali miasto. De Dietrich został oskarżony o oddanie miasta wrogom, kryzys finansowy i nieurodzaj, i – jak łatwo się domyślić – powędrował pod gilotynę.


Wyparcie Austriaków z Alzacji i stracenie Robespierre’a w 1794 r. przyniosło wszystkim ulgę, a za rządów Dyrektoriatu (1795–99) rozpoczęło się odbudowywanie Strasburga. Przede wszystkim starano się odtworzyć infrastrukturę komunikacyjną; naprawiano drogi, rozpoczęto budowę nowego, 400-metrowego mostu na Renie oraz kanału Rodan–Ren. Strasburg stał się ważnym punktem w międzynarodowych połączeniach pocztowych, a w 1798 r. uruchomiono telegraf optyczny, pozwalający przesłać wiadomość ze Strasburga do Paryża w półtorej godziny. Wprowadzona przez Wielką Brytanię i jej koalicjantów blokada kontynentalna paradoksalnie przyczyniła się do rozwoju gospodarczego Strasburga.
Wyparcie Austriaków z Alzacji i stracenie Robespierre’a w 1794 r. przyniosło wszystkim ulgę, a za rządów Dyrektoriatu (1795–99) rozpoczęło się odbudowywanie Strasburga. Przede wszystkim starano się odtworzyć infrastrukturę komunikacyjną; naprawiano drogi, rozpoczęto budowę nowego, 400-metrowego mostu na Renie oraz kanału Rodan–Ren. Strasburg stał się ważnym punktem w międzynarodowych połączeniach pocztowych, a w 1798 r. uruchomiono telegraf optyczny, pozwalający przesłać wiadomość ze Strasburga do Paryża w półtorej godziny. Wprowadzona przez Wielką Brytanię i jej koalicjantów blokada kontynentalna paradoksalnie przyczyniła się do rozwoju gospodarczego Strasburga.
Linia 301: Linia 299:
Wróćmy jednak do prac zespołowych. Studentów zagranicznych jest tu dosyć dużo, więc niektóre zespoły są prawdziwą mieszanką kulturową i dobrze: po pierwsze praca w takich zespołach jest ciekawsza, a po drugie daje to – jak mawiają spece od zarządzania – dodatkową synergię. Praca w drobnych, kilkuosobowych grupkach jest tu tak powszechna, że są nawet specjalne salki wyposażone w tablice, dwie lub trzy ławki i parę krzeseł, i które są zawsze otwarte, tak, żeby te małe zespoły projektowe miały się gdzie spotykać.
Wróćmy jednak do prac zespołowych. Studentów zagranicznych jest tu dosyć dużo, więc niektóre zespoły są prawdziwą mieszanką kulturową i dobrze: po pierwsze praca w takich zespołach jest ciekawsza, a po drugie daje to – jak mawiają spece od zarządzania – dodatkową synergię. Praca w drobnych, kilkuosobowych grupkach jest tu tak powszechna, że są nawet specjalne salki wyposażone w tablice, dwie lub trzy ławki i parę krzeseł, i które są zawsze otwarte, tak, żeby te małe zespoły projektowe miały się gdzie spotykać.


Miałem już okazję robić jeden projekt z przedmiotu ''Business in Europe'' (w liście pt. „Uczelnia” napisałem: ''European Management'', ale później okazało się, że nazwa jest jednak taka) w ośmioosobowej grupie amerykańsko-bułgarsko-francusko-hinduskoniemiecko-polskiej, przy czym – co może warto zauważyć – imiona Francuzek brzmiały: Maïmounai Saléha. Zadanie polegało na zaproponowaniu restrukturyzacji pewnej hipotetycznej firmy produkującej jedzenie dla zwierząt, a której rzeczywistym pierwowzorem był Mars Inc. Nasz zespół podzieliliśmy na dwie mniejsze grupki, z których jedna miała się zająć stworzeniem ogólnej wizji i długoterminowej strategii przedsiębiorstwa, a druga – planem działań na najbliższe pół roku. Podział odbył się na podstawie osobistych preferencji, ale – co ciekawe – pokrył się on z podziałami geograficznymi. Grupka odpowiadająca za „wizję” była zachodnia, a ta odpowiadająca za liczby – wschodnia; ja byłem w obu. Vivek zdecydowanie potwierdził stereotyp Hindusa jako osoby świetnie radzącej sobie z liczbami, choć Bułgarkę i mnie na początku zdziwiło to, że miał problemy z odczytywaniem dużych liczb i pytał nas na przykład: „to jest 5 milionów czy 50 milionów?” Ale potem wytłumaczył nam, że w Indiach obowiązuje nieco inny system liczbowy niż u nas: 10 000 to jeszcze dziesięć tysięcy, ale 100 000 to już jeden ''lakh'', 1 000 000 to dziesięć ''lakhs'' itd. Ostateczny projekt bardzo się udał, nasza wizja polegała na dotarciu do każdego kociego i psiego żołądka w Europie, a w ciągu najbliższych 6 miesięcy postanowiliśmy zamknąć wszystkie fabryki we Francji i w Wielkiej Brytanii.
Miałem już okazję robić jeden projekt z przedmiotu ''Business in Europe'' (w liście pt. „Uczelnia” napisałem: ''European Management'', ale później okazało się, że nazwa jest jednak taka) w ośmioosobowej grupie amerykańsko-bułgarsko-francusko-hinduskoniemiecko-polskiej, przy czym – co może warto zauważyć – imiona Francuzek brzmiały: Maïmouna i Saléha. Zadanie polegało na zaproponowaniu restrukturyzacji pewnej hipotetycznej firmy produkującej jedzenie dla zwierząt, a której rzeczywistym pierwowzorem był Mars Inc. Nasz zespół podzieliliśmy na dwie mniejsze grupki, z których jedna miała się zająć stworzeniem ogólnej wizji i długoterminowej strategii przedsiębiorstwa, a druga – planem działań na najbliższe pół roku. Podział odbył się na podstawie osobistych preferencji, ale – co ciekawe – pokrył się on z podziałami geograficznymi. Grupka odpowiadająca za „wizję” była zachodnia, a ta odpowiadająca za liczby – wschodnia; ja byłem w obu. Vivek zdecydowanie potwierdził stereotyp Hindusa jako osoby świetnie radzącej sobie z liczbami, choć Bułgarkę i mnie na początku zdziwiło to, że miał problemy z odczytywaniem dużych liczb i pytał nas na przykład: „to jest 5 milionów czy 50 milionów?” Ale potem wytłumaczył nam, że w Indiach obowiązuje nieco inny system liczbowy niż u nas: 10 000 to jeszcze dziesięć tysięcy, ale 100 000 to już jeden ''lakh'', 1 000 000 to dziesięć ''lakhs'' itd. Ostateczny projekt bardzo się udał, nasza wizja polegała na dotarciu do każdego kociego i psiego żołądka w Europie, a w ciągu najbliższych 6 miesięcy postanowiliśmy zamknąć wszystkie fabryki we Francji i w Wielkiej Brytanii.


W poniedziałki i we wtorki mam zajęcia po południu, a od środy do piątku – rano. Oczywiście w chodzeniu do szkoły na rano nie ma nic przyjemnego, nawet jeśli z pokoju na zajęcia idzie się trzy minuty. Tym bardziej, że wszystkie studenckie imprezy są w czwartki lub czasami we środy. W łikendy nic się nie dzieje, bo większość Francuzów jedzie wtedy do domów. A w najbliższym tygodniu to już w ogóle nikogo nie będzie, bo ostatni tydzień października to ferie Wszystkich Świętych. Ja bym to nazwał trochę dłuższym łikendem, ale miejscowi mówią na to: „wakacje”. Tak więc będę miał trochę czasu i spokoju, żeby wreszcie porządnie wziąć się do nauki i popchnąć trochę do przodu pracę nad niektórymi projektami, bo w listopadzie czekają mnie kolejne prezentacje.
W poniedziałki i we wtorki mam zajęcia po południu, a od środy do piątku – rano. Oczywiście w chodzeniu do szkoły na rano nie ma nic przyjemnego, nawet jeśli z pokoju na zajęcia idzie się trzy minuty. Tym bardziej, że wszystkie studenckie imprezy są w czwartki lub czasami we środy. W łikendy nic się nie dzieje, bo większość Francuzów jedzie wtedy do domów. A w najbliższym tygodniu to już w ogóle nikogo nie będzie, bo ostatni tydzień października to ferie Wszystkich Świętych. Ja bym to nazwał trochę dłuższym łikendem, ale miejscowi mówią na to: „wakacje”. Tak więc będę miał trochę czasu i spokoju, żeby wreszcie porządnie wziąć się do nauki i popchnąć trochę do przodu pracę nad niektórymi projektami, bo w listopadzie czekają mnie kolejne prezentacje.
Linia 532: Linia 530:
W miastach Żydzi byli nieco bezpieczniejsi niż na wsi. Zresztą i tak nie mieli prawa nabywać ziemi, więc rolnictwem nie mogli się trudnić. Skupiali się więc w miastach, takich jak Wormacja, Moguncja, Spira, no i Strasburg. Tutaj znajdowali się pod ochroną prawa cesarskiego, kościelnego i miejskiego. Oczywiście ta prawna ochrona miała swoją cenę – wspólnota żydowska płaciła cesarzowi, biskupowi i magistratowi wysokie podatki. Czasem między owymi instancjami dochodziło na tym tle do ostrych sporów. Na przykład w 1262 r. biskup Strasburga, Walther de Geroldseck uznał, iż miasto nie ma prawa opodatkowywać „jego” Żydów. Doszło do otwartej wojny, która zakończyła się następującym porozumieniem: Żydzi mieli co roku płacić 100 funtów miastu, 12 marek biskupowi i 60 marek cesarzowi.
W miastach Żydzi byli nieco bezpieczniejsi niż na wsi. Zresztą i tak nie mieli prawa nabywać ziemi, więc rolnictwem nie mogli się trudnić. Skupiali się więc w miastach, takich jak Wormacja, Moguncja, Spira, no i Strasburg. Tutaj znajdowali się pod ochroną prawa cesarskiego, kościelnego i miejskiego. Oczywiście ta prawna ochrona miała swoją cenę – wspólnota żydowska płaciła cesarzowi, biskupowi i magistratowi wysokie podatki. Czasem między owymi instancjami dochodziło na tym tle do ostrych sporów. Na przykład w 1262 r. biskup Strasburga, Walther de Geroldseck uznał, iż miasto nie ma prawa opodatkowywać „jego” Żydów. Doszło do otwartej wojny, która zakończyła się następującym porozumieniem: Żydzi mieli co roku płacić 100 funtów miastu, 12 marek biskupowi i 60 marek cesarzowi.


W XIII-XIV w. sytuacja Żydów zaczęła się dodatkowo pogarszać w miarę, jak cechy rezerwowały rzemiosła dla siebie. Żydom pozostawały tylko handel niektórymi towarami oraz lichwa. Życie z obrotu pieniądzem było zabronione Chrześcijanom, więc przynajmniej z tej strony nie było konkurencji. Oprocentowanie – według dzisiejszych standardów – było bardzo wysokie, bo wynosiło ok. 13%. Ale trzeba pamiętać, że ściągalność była wtedy stosunkowo niska. Cesarz i papież mieli prawo zwolnić dłużnika od obowiązku spłaty należności Żydowi. Niestety praktycznie w całej Europie ten stan rzeczy powodował pewien cykl kolejnych migracji i prześladowań starozakonnych. Żydzi byli zawsze mile widziani, gdy potrzebna była gotówka. Gdy długi stawały się zbyt duże, nastawał czas prześladowań – i tak w kółko, aż po XX wiek.
W XIII–XIV w. sytuacja Żydów zaczęła się dodatkowo pogarszać w miarę, jak cechy rezerwowały rzemiosła dla siebie. Żydom pozostawały tylko handel niektórymi towarami oraz lichwa. Życie z obrotu pieniądzem było zabronione Chrześcijanom, więc przynajmniej z tej strony nie było konkurencji. Oprocentowanie – według dzisiejszych standardów – było bardzo wysokie, bo wynosiło ok. 13%. Ale trzeba pamiętać, że ściągalność była wtedy stosunkowo niska. Cesarz i papież mieli prawo zwolnić dłużnika od obowiązku spłaty należności Żydowi. Niestety praktycznie w całej Europie ten stan rzeczy powodował pewien cykl kolejnych migracji i prześladowań starozakonnych. Żydzi byli zawsze mile widziani, gdy potrzebna była gotówka. Gdy długi stawały się zbyt duże, nastawał czas prześladowań – i tak w kółko, aż po XX wiek.


Ale wróćmy do średniowiecznego Strasburga. W tamtym okresie Żydzi byli skupieni we wschodniej części Wielkiej Wyspy, wokół ulicy, która do dziś nosi nazwę Żydowskiej (rue des Juifs 2). Przy tej ulicy mieściła się synagoga i rytualna łaźnia, a niedaleko – mniej więcej w miejscu dzisiejszego Placu Republiki – znajdował się żydowski
Ale wróćmy do średniowiecznego Strasburga. W tamtym okresie Żydzi byli skupieni we wschodniej części Wielkiej Wyspy, wokół ulicy, która do dziś nosi nazwę Żydowskiej (rue des Juifs 2). Przy tej ulicy mieściła się synagoga i rytualna łaźnia, a niedaleko – mniej więcej w miejscu dzisiejszego Placu Republiki – znajdował się żydowski
Linia 548: Linia 546:
jakiś czas temu miałem okazję oglądać tu wystawę poświęconą ewolucji tego motywu. Na malowidłach starszych niż rzeźby z katedry widać Kościół i Synagogę jako równorzędne partnerki. ''Sinagoga'' trzyma swoją flagę równie dumnie jak ''Ecclesia'' – krzyż. Natomiast w sztuce późniejszej niż katedra poniżenie Synagogi poszło jeszcze dalej: najpierw na jej karku posadzono diabła, który szeptał jej do ucha swoje polecenia. Potem wreszcie Synagoga została po prostu utożsamiona z diabłem.
jakiś czas temu miałem okazję oglądać tu wystawę poświęconą ewolucji tego motywu. Na malowidłach starszych niż rzeźby z katedry widać Kościół i Synagogę jako równorzędne partnerki. ''Sinagoga'' trzyma swoją flagę równie dumnie jak ''Ecclesia'' – krzyż. Natomiast w sztuce późniejszej niż katedra poniżenie Synagogi poszło jeszcze dalej: najpierw na jej karku posadzono diabła, który szeptał jej do ucha swoje polecenia. Potem wreszcie Synagoga została po prostu utożsamiona z diabłem.


Żydzi, którzy uniknęli masakry, osiedlili się przeważnie na wsi. Niektórzy emigrowali wgłąb Niemiec lub jeszcze dalej – do Polski. Tymczasem Strasburg coraz bardziej zaostrzał przepisy skierowane przeciw Żydom. W XVI w. zabroniono Żydom handlować na terenie miasta. Wyjątek stanowili handlarze żywnością i końmi. Tylko nieliczni -
Żydzi, którzy uniknęli masakry, osiedlili się przeważnie na wsi. Niektórzy emigrowali wgłąb Niemiec lub jeszcze dalej – do Polski. Tymczasem Strasburg coraz bardziej zaostrzał przepisy skierowane przeciw Żydom. W XVI w. zabroniono Żydom handlować na terenie miasta. Wyjątek stanowili handlarze żywnością i końmi. Tylko nieliczni przeważnie producenci i handlarze bronią, z których usług korzystał król – dostawali w drodze wyjątku przywilej zamieszkania w mieście. Ale nawet oni musieli kupować nieruchomości przez podstawione osoby. Przyłączenie Strasburga do Francji nie poprawiło sytuacji; miasto zachowało swą autonomię, w tym prawo do utrzymania antyżydowskich przepisów.
przeważnie producenci i handlarze bronią, z których usług korzystał król – dostawali w drodze wyjątku przywilej zamieszkania w mieście. Ale nawet oni musieli kupować nieruchomości przez podstawione osoby. Przyłączenie Strasburga do Francji nie poprawiło sytuacji; miasto zachowało swą autonomię, w tym prawo do utrzymania antyżydowskich przepisów.


W XVI w. – a więc jeszcze przed przy łączeniem Alzacji do Francji – Żydzi zostali z Francji wypędzeni. Wielu z nich osiedliło si ę w alzackich wsiach. Po Wojnie Trzydziestoletniej alzacka prowincja przyjęła z kolei Żydów z Badenii. W ten sposób wiejska Alzacja stała się jedynym skupiskiem Żydów we Francji. Cieszyli się tu opieką wojska, któremu dostarczali koni i zboża.
W XVI w. – a więc jeszcze przed przy łączeniem Alzacji do Francji – Żydzi zostali z Francji wypędzeni. Wielu z nich osiedliło si ę w alzackich wsiach. Po Wojnie Trzydziestoletniej alzacka prowincja przyjęła z kolei Żydów z Badenii. W ten sposób wiejska Alzacja stała się jedynym skupiskiem Żydów we Francji. Cieszyli się tu opieką wojska, któremu dostarczali koni i zboża.
Linia 642: Linia 639:
A śniadanie wielkanocne było bardzo udane. Zebraliśmy się w sześć osób w akademiku Paul Appell, gdzie są większe i ładniejsze kuchnie. O dziewiątej rano wszyscy Francuzi, jak to mają w zwyczaju w niedzielne poranki, jeszcze spali, więc nikt tam nie przeszkadzał w zajęciu całej kuchni na własne potrzeby. Trzeba powiedzieć, że dziewczyny się postarały – biały obrus, pisanki, koszyczki, chrzan… Prawie jak w domu. Gdy wszystko było gotowe, pomodliliśmy się, stuknęliśmy się jajkami (ta tradycja, to była dla mnie nowość), zrobiliśmy pamiątkowe zdjęcia i wreszcie mogliśmy zacząć jeść. Do jednej z koleżanek przyjechała na czas świąt siostra z Polski, więc przywiozła trochę polskich specjałów – babkę, szynkę… Do tego były inne wędliny, łosoś, sałatki itd. Słowem, uczta. Tak jak trzeba.
A śniadanie wielkanocne było bardzo udane. Zebraliśmy się w sześć osób w akademiku Paul Appell, gdzie są większe i ładniejsze kuchnie. O dziewiątej rano wszyscy Francuzi, jak to mają w zwyczaju w niedzielne poranki, jeszcze spali, więc nikt tam nie przeszkadzał w zajęciu całej kuchni na własne potrzeby. Trzeba powiedzieć, że dziewczyny się postarały – biały obrus, pisanki, koszyczki, chrzan… Prawie jak w domu. Gdy wszystko było gotowe, pomodliliśmy się, stuknęliśmy się jajkami (ta tradycja, to była dla mnie nowość), zrobiliśmy pamiątkowe zdjęcia i wreszcie mogliśmy zacząć jeść. Do jednej z koleżanek przyjechała na czas świąt siostra z Polski, więc przywiozła trochę polskich specjałów – babkę, szynkę… Do tego były inne wędliny, łosoś, sałatki itd. Słowem, uczta. Tak jak trzeba.


O jedenastej msza w katedrze – przeżycie nie tylko religijne, ale też estetyczne. Rozświetlone freski, procesje z biskupami, kadzidła, chór… A przede wszystkim niesamowite popisy organisty. Jest tam też coś takiego jak Straż Katedralna – panowie w eleganckich niebieskich mundurach, którzy przeważnie zajmują się pilnowaniem po-
O jedenastej msza w katedrze – przeżycie nie tylko religijne, ale też estetyczne. Rozświetlone freski, procesje z biskupami, kadzidła, chór… A przede wszystkim niesamowite popisy organisty. Jest tam też coś takiego jak Straż Katedralna – panowie w eleganckich niebieskich mundurach, którzy przeważnie zajmują się pilnowaniem porządku w kościele i wyganianiem ludzi, kiedy katedrę trzeba zamknąć. Na czele procesji szedł ich zapewne szef – też w niebieskim mundurze, ale bardziej ozdobnym, oraz w kapeluszu z ogromnym pióropuszem; w sumie dość paradne widowisko. Ale największym zaskoczeniem – wprawdzie już słyszałem, że to się pojawiło na Zachodzie, ale
rządku w kościele i wyganianiem ludzi, kiedy katedrę trzeba zamknąć. Na czele procesji szedł ich zapewne szef – też w niebieskim mundurze, ale bardziej ozdobnym, oraz w kapeluszu z ogromnym pióropuszem; w sumie dość paradne widowisko. Ale największym zaskoczeniem – wprawdzie już słyszałem, że to się pojawiło na Zachodzie, ale
jeszcze nigdy nie widziałem na własne oczy – były… ministrantki (''sic, sic!''). Msza była, rzecz jasna, po francusku, choć niektóre czytania odbyły się po niemiecku.
jeszcze nigdy nie widziałem na własne oczy – były… ministrantki (''sic, sic!''). Msza była, rzecz jasna, po francusku, choć niektóre czytania odbyły się po niemiecku.


Linia 725: Linia 721:
Jak to dobrze, że przedstawicielstwo RP przy Radzie Europy jest tak blisko! Ty­dzień temu tam oddałem swój głos w europejskich wyborach parlamentarnych. Swoją drogą, to najładniej urządzony lokal wyborczy, w jakim kiedykolwiek byłem. I nawet było w nim trochę ruchu; ciekawe, jak z frekwencją było w kraju.
Jak to dobrze, że przedstawicielstwo RP przy Radzie Europy jest tak blisko! Ty­dzień temu tam oddałem swój głos w europejskich wyborach parlamentarnych. Swoją drogą, to najładniej urządzony lokal wyborczy, w jakim kiedykolwiek byłem. I nawet było w nim trochę ruchu; ciekawe, jak z frekwencją było w kraju.


W każdym razie, spełniwszy swój obywatelski obowiązek, mogę się zabrać za pi­sanie nowych wieści. Tym razem będzie o kilku wycieczkach, które odbyłem poza Strasburg, żebyście nie myśleli, że nie wychylam nosa z miasta. A konkretnie, będzie o dwóch wycieczkach, na które się wybrałem w łikend 15-16 maja oraz o jednej, którą odbyłem w 10 czerwca.
W każdym razie, spełniwszy swój obywatelski obowiązek, mogę się zabrać za pi­sanie nowych wieści. Tym razem będzie o kilku wycieczkach, które odbyłem poza Strasburg, żebyście nie myśleli, że nie wychylam nosa z miasta. A konkretnie, będzie o dwóch wycieczkach, na które się wybrałem w łikend 15–16 maja oraz o jednej, którą odbyłem w 10 czerwca.


=== Dambach-la-Ville i okolice ===
=== Dambach-la-Ville i okolice ===