Wieści ze Strasburga: Różnice pomiędzy wersjami

Nie podano opisu zmian
 
(Nie pokazano 35 pośrednich wersji utworzonych przez tego samego użytkownika)
Linia 4: Linia 4:
Podczas studiów w [[Strasburg]]u w roku akademickim 2003/2004, [[Judek]] prowadził blog pod takim właśnie tytułem, głównie po to, żeby rodzina i znajomi wiedzieli, co u niego słychać. Bloga (pisanego – wstyd powiedzieć – w całości krojem pisma Comic Sans) już dawno nie ma, ale poniżej można poczytać to, co udało się uratować dzięki Wayback Machine i odzyskać z dawno padniętego dysku.
Podczas studiów w [[Strasburg]]u w roku akademickim 2003/2004, [[Judek]] prowadził blog pod takim właśnie tytułem, głównie po to, żeby rodzina i znajomi wiedzieli, co u niego słychać. Bloga (pisanego – wstyd powiedzieć – w całości krojem pisma Comic Sans) już dawno nie ma, ale poniżej można poczytać to, co udało się uratować dzięki Wayback Machine i odzyskać z dawno padniętego dysku.


[[File:Notre-Dame_de_Strasbourg.jpg|thumb|Zachodnia fasada katedry NMP w Strasburgu]]
== Przyjazd ==
== Przyjazd ==
<div style="text-align: right;">3 września 2003 r.</div>
<poem>Cześć kochani!<div align="right" style="float: right; margin-left: 5px;">3 września 2003 r.</div>
<poem>Cześć kochani!
''Piswe nq frqncuskiej klqaiqturwe i&nbsp;to nozie zq,; we to prqzdwiizq ,encwqrniq:''
''Piswe nq frqncuskiej klqaiqturwe i&nbsp;to nozie zq,; we to prqzdwiizq ,encwqrniq:''
Piszę na francuskiej klawiaturze i&nbsp;mówię Wam, że to prawdziwa męczarnia.
Piszę na francuskiej klawiaturze i&nbsp;mówię Wam, że to prawdziwa męczarnia.
Wygląda ona tak:
Wygląda ona tak:
AZERTYUIOP^$
<span style="font-family: Courier New; font-size: 120%;">AZERTYUIOP^$
QSDFGHJKLMů*
QSDFGHJKLMů*
WXCVBN,;:!</poem>
WXCVBN,;:!</span></poem>
Super, nie? (tego znaku zapytania to chyba minutę szukałem). Lucek mówił, że w&nbsp;Indii ludzie mają zwyczaj rozkładać przed cudzoziemcami ręce i&nbsp;mówić: ''„India – something must be different!”'' Tutaj można by powiedzieć: ''„La France – tout est different&nbsp;!”'' (wszystko jest inaczej).  
Super, nie? (tego znaku zapytania to chyba minutę szukałem). Lucek mówił, że w&nbsp;Indii ludzie mają zwyczaj rozkładać przed cudzoziemcami ręce i&nbsp;mówić: ''„India – something must be different!”'' Tutaj można by powiedzieć: ''„La France – tout est different&nbsp;!”'' (wszystko jest inaczej).  


Linia 27: Linia 27:
Po Meersburgu przejechaliśmy już tylko przez Schwarzwald, potem wzdłuż Renu,&nbsp;a w&nbsp;końcu przez Most Europy do Strasburga. I&nbsp;tu dopiero zaczęły się prawdziwe jaja: okazało się, że akademik, w&nbsp;którym miałem mieszkać (La Somme 2), jest cały w&nbsp;remoncie! Pojeździliśmy trochę od Annasza do Kajfasza, ale ponieważ to był sobotni wieczór, to oczywiście niczego nie udało się załatwić i&nbsp;ostatecznie wylądowaliśmy, zupełnie wściekli, w&nbsp;hotelu na obrzeżach miasta.
Po Meersburgu przejechaliśmy już tylko przez Schwarzwald, potem wzdłuż Renu,&nbsp;a w&nbsp;końcu przez Most Europy do Strasburga. I&nbsp;tu dopiero zaczęły się prawdziwe jaja: okazało się, że akademik, w&nbsp;którym miałem mieszkać (La Somme 2), jest cały w&nbsp;remoncie! Pojeździliśmy trochę od Annasza do Kajfasza, ale ponieważ to był sobotni wieczór, to oczywiście niczego nie udało się załatwić i&nbsp;ostatecznie wylądowaliśmy, zupełnie wściekli, w&nbsp;hotelu na obrzeżach miasta.


Następnego dnia woźna w&nbsp;innym akademiku (Paul Appell 3) dała mi tymczasowo pokój do poniedziałku. Wprowadziłem się więc i&nbsp;poszedłem z&nbsp;Ojcem pozwiedzać strasburską starówkę (o tym dokładniej napisze Wam kiedy indziej, na razie tylko tyle, że jest bardzo ładna). Potem pożegnałem się z&nbsp;Ojcem, który pojechał z&nbsp;powrotem do Krakowa,
Następnego dnia woźna w&nbsp;innym akademiku (Paul Appell 3) dała mi tymczasowo pokój do poniedziałku. Wprowadziłem się więc i&nbsp;poszedłem z&nbsp;Ojcem pozwiedzać strasburską starówkę (o tym dokładniej napisze Wam kiedy indziej, na razie tylko tyle, że jest bardzo ładna). Potem pożegnałem się z&nbsp;Ojcem, który pojechał z&nbsp;powrotem do Krakowa, a ja zostałem sam myśląc, jak to dalej będzie.
a ja zostałem sam myśląc, jak to dalej będzie.


W poniedziałek rano można już było załatwiać różne formalności (choć nie wszystkie; niektóre instytucje, zwłaszcza banki, są w&nbsp;poniedziałki zamknięte – ''something must be different, n'est-ce pas&nbsp;?''). W&nbsp;akademiku powiedzieli mi, że mogę zostać w&nbsp;Paul Appell do końca remontu w&nbsp;La Somme, tj. do października. Musiałem „tylko” przeprowadzić się do innego budynku, co zajęło mi całe popołudnie. Potem poszedłem zapisać się na uczelnię, gdzie dowiedziałem się, że całe to zamieszanie z&nbsp;akademikami to oczywiście nie jest niczyja wina, bo oni sami dowiedzieli się o&nbsp;tym remoncie w&nbsp;poniedziałek rano (''sic!!!'').
W poniedziałek rano można już było załatwiać różne formalności (choć nie wszystkie; niektóre instytucje, zwłaszcza banki, są w&nbsp;poniedziałki zamknięte – ''something must be different, n'est-ce pas&nbsp;?''). W&nbsp;akademiku powiedzieli mi, że mogę zostać w&nbsp;Paul Appell do końca remontu w&nbsp;La Somme, tj. do października. Musiałem „tylko” przeprowadzić się do innego budynku, co zajęło mi całe popołudnie. Potem poszedłem zapisać się na uczelnię, gdzie dowiedziałem się, że całe to zamieszanie z&nbsp;akademikami to oczywiście nie jest niczyja wina, bo oni sami dowiedzieli się o&nbsp;tym remoncie w&nbsp;poniedziałek rano (''sic!!!'').
Linia 37: Linia 36:


== Nostalgia ==
== Nostalgia ==
<div style="text-align: right;">Strasburg, 5 września 2003 r.</div>
<div align="right" style="float: right; margin-left: 5px;">Strasburg, 5 września 2003 r.</div>
Bandziur!
Bandziur!


Linia 51: Linia 50:


== Rowery ==
== Rowery ==
<div style="text-align: right;">Strasburg, 7 września 2003 r.</div>
<div align="right" style="float: right; margin-left: 5px;">Strasburg, 7 września 2003 r.</div>
Czołem!
Czołem!


Linia 69: Linia 68:


== Jedzenie ==
== Jedzenie ==
<div style="text-align: right;">17 września 2003 r.</div>
<div align="right" style="float: right; margin-left: 5px;">17 września 2003 r.</div>
Cześć Wszystkim!
Cześć Wszystkim!


Linia 76: Linia 75:
Niestety, ja nie odżywiam się tu tak jak Francuzi i&nbsp;to niekoniecznie dlatego, że ichniejsza kuchnia mi nie smakuje, ale po prostu mnie na to nie stać. Zamiast tego ćwiczę się nieustannie w&nbsp;bardzo ważnej sztuce szukania tańszych substytutów. Jakby ktoś nie wiedział, to substytut to coś, czym można zastąpić coś innego, na co miałoby się ochotę, ale się tego nie ma (tak mnie uczyli na mikroekonomii na pierwszym roku). Na przykład tańszym substytutem masła jest margaryna; zwłaszcza taka do smarowania chleba, na której nie idzie nic usmażyć.
Niestety, ja nie odżywiam się tu tak jak Francuzi i&nbsp;to niekoniecznie dlatego, że ichniejsza kuchnia mi nie smakuje, ale po prostu mnie na to nie stać. Zamiast tego ćwiczę się nieustannie w&nbsp;bardzo ważnej sztuce szukania tańszych substytutów. Jakby ktoś nie wiedział, to substytut to coś, czym można zastąpić coś innego, na co miałoby się ochotę, ale się tego nie ma (tak mnie uczyli na mikroekonomii na pierwszym roku). Na przykład tańszym substytutem masła jest margaryna; zwłaszcza taka do smarowania chleba, na której nie idzie nic usmażyć.


Szukanie tańszych substytutów idzie mi chyba całkiem nie źle. Zresztą w&nbsp;tutejszych supermarketach jest to dosyć ułatwione. Etykiety na półkach podają ceny zarówno w&nbsp;euro, jak i&nbsp;we frankach, a&nbsp;do tego obok ceny za jedno opakowanie podana jest cena w&nbsp;przeliczeniu na standardową jednostkę (kilogram, litr itp.). Oprócz tego w&nbsp;jednym z&nbsp;supermarketów przy najlichszych artykułach danego rodzaju umieszcza się specjalne etykietki z&nbsp;napisem „najtańsze”, żeby można było jeszcze łatwiej znaleźć najtańszy substytut. Przy wejściu do innego sklepu znalazłem tabliczkę, na której było napisane wprost: „tu nie ma produktów wysokiej jakości; tu są produkty tanie”. ''Nota bene'' to właśnie ten sklep, w&nbsp;którym robię zakupy. Nazywa się Mutant.
Szukanie tańszych substytutów idzie mi chyba całkiem nieźle. Zresztą w&nbsp;tutejszych supermarketach jest to dosyć ułatwione. Etykiety na półkach podają ceny zarówno w&nbsp;euro, jak i&nbsp;we frankach, a&nbsp;do tego obok ceny za jedno opakowanie podana jest cena w&nbsp;przeliczeniu na standardową jednostkę (kilogram, litr itp.). Oprócz tego w&nbsp;jednym z&nbsp;supermarketów przy najlichszych artykułach danego rodzaju umieszcza się specjalne etykietki z&nbsp;napisem „najtańsze”, żeby można było jeszcze łatwiej znaleźć najtańszy substytut. Przy wejściu do innego sklepu znalazłem tabliczkę, na której było napisane wprost: „tu nie ma produktów wysokiej jakości; tu są produkty tanie”. ''Nota bene'' to właśnie ten sklep, w&nbsp;którym robię zakupy. Nazywa się Mutant.


Okazuje się, że zamiast kupować cały ser, można kupić jego tańszy substytut czyli ser tarty – pewnie to jakie ścinki z&nbsp;fabryki, ale da się jakoś jeść. ''Bleu d’Auvergne'' jest za to bardzo smacznym tańszym substytutem sera ''roquefort''. Z&nbsp;tańszego substytutu odpestkowanych oliwek, jakim są oliwki z&nbsp;pestkami, ostatecznie zrezygnowałem – szkoda zębów. Tańszym substytutem porządnego [[wino|wina]] są zlewki różnych win zmieszanych w&nbsp;jednej butelce; ale nawet to wydało mi się za drogie. Jedyny alkohol, na jaki mnie tu stać, to piwo ''Ottweiler Pils'' – 0,40&nbsp;€ / 0,5&nbsp;l (tańsze od barszczu i&nbsp;do tego niezłe!).
Okazuje się, że zamiast kupować cały ser, można kupić jego tańszy substytut czyli ser tarty – pewnie to jakie ścinki z&nbsp;fabryki, ale da się jakoś jeść. ''Bleu d’Auvergne'' jest za to bardzo smacznym tańszym substytutem sera ''roquefort''. Z&nbsp;tańszego substytutu odpestkowanych oliwek, jakim są oliwki z&nbsp;pestkami, ostatecznie zrezygnowałem – szkoda zębów. Tańszym substytutem porządnego [[wino|wina]] są zlewki różnych win zmieszanych w&nbsp;jednej butelce; ale nawet to wydało mi się za drogie. Jedyny alkohol, na jaki mnie tu stać, to piwo ''Ottweiler Pils'' – 0,40&nbsp;€ / 0,5&nbsp;l (tańsze od barszczu i&nbsp;do tego niezłe!).
Linia 95: Linia 94:


== Uczelnia ==
== Uczelnia ==
<div style="text-align: right;">Strasburg, 26 września 2003 r.</div>
<div align="right" style="float: right; margin-left: 5px;">Strasburg, 26 września 2003 r.</div>
Cześć,
Cześć,


[[File:pege.jpg|thumb|Europejski Biegun Zarządzania i Ekonomii, w skrócie PEGE – tak szumnie nazywa się budynek, w którym m.in. mieści się mój Europejski Instytut Wyższych Studiów Handlowych (IECS)]]
Pomyślałem sobie, że trzeba by wreszcie napisać coś o tym, po co tu właściwie przyjechałem, czyli o studiach. A pisząc o tak poważnej instytucji jak uniwersytet, nie wypada zacząć inaczej jak od krótkiego rysu historycznego:
Pomyślałem sobie, że trzeba by wreszcie napisać coś o tym, po co tu właściwie przyjechałem, czyli o studiach. A pisząc o tak poważnej instytucji jak uniwersytet, nie wypada zacząć inaczej jak od krótkiego rysu historycznego:


Akademia Strasburska została założona już w XVI w., a status uniwersytetu (prawo nadawania stopni doktorskich) uzyskała w 1621 r. Po wcieleniu Strasburga do Francji w 1681 r. uczelnia, która zachowała swój luterański charakter, stała się z czasem ważnym ośrodkiem kształcenia przyszłych dyplomatów, m.in. Klemensa von Metternicha. Do znanych absolwentów należy również J.W. von Goethe. W czasie Rewolucji uniwersytet zeświecczono, ale przynajmniej uniknął nacjonalizacji. Pod panowaniem niemieckim, tj. po 1871 r., uczelnia została znacznie rozbudowana; wzniesiono wtedy m.in. majestatyczny gmach zwany Pałacem Uniwersyteckim.
Akademia Strasburska została założona już w XVI w., a status uniwersytetu (prawo nadawania stopni doktorskich) uzyskała w 1621 r. Po wcieleniu Strasburga do Francji w 1681 r. uczelnia, która zachowała swój luterański charakter, stała się z czasem ważnym ośrodkiem kształcenia przyszłych dyplomatów, m.in. Klemensa von Metternicha. Do znanych absolwentów należy również J.W. von Goethe. W czasie Rewolucji uniwersytet zeświecczono, ale przynajmniej uniknął nacjonalizacji. Pod panowaniem niemieckim, tj. po 1871 r., uczelnia została znacznie rozbudowana; wzniesiono wtedy m.in. majestatyczny gmach zwany Pałacem Uniwersyteckim.


W 1968 r. Uniwersytet Strasburski został podzielony na trzy osobne uczelnie: Uniwersytet im. Louisa Pasteura (nauki przyrodnicze), Uniwersytet im. Marca Blocha (nauki humanistyczne) oraz Uniwersytet im. Roberta Schumana (nauki społeczne), na którym teraz studiuję. Robert Schuman (1880–1963), którego imię nosi moja uczelnia, był w latach 1948-1953 ministrem spraw zagranicznych Francji i – jako współinicjator utworzenia Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali – jest uważany za jednego z ojców zjednoczonej Europy.
W 1968 r. Uniwersytet Strasburski został podzielony na trzy osobne uczelnie: Uniwersytet im. Louisa Pasteura (nauki przyrodnicze), Uniwersytet im. Marca Blocha (nauki humanistyczne) oraz Uniwersytet im. Roberta Schumana (nauki społeczne), na którym teraz studiuję. Robert Schuman (1880–1963), którego imię nosi moja uczelnia, był w latach 1948–1953 ministrem spraw zagranicznych Francji i – jako współinicjator utworzenia Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali – jest uważany za jednego z ojców zjednoczonej Europy.


[[File:widok_z_okna_la_somme.jpg|thumb|left|Widok z okna akademika przy rue de la Somme na intytut]]
Jednostka organizacyjna, której tu podlegam, to Europejski Instytut Wyższych Studiów Handlowych (IECS) mieszczący się w budynku noszącym bardzo szumną nazwę: Europejski Biegun Ekonomii i Zarządzania. Jest to zresztą ogromna wygoda, że nie trzeba latać na kolejne wykłady z jednego pawilonu do drugiego, czy – jak się czasem u nas zdarza – na drugi koniec miasta do innego kampusu mając na to 5 minut czasu; tutaj wszystkie zajęcia mam w tym samym skrzydle jednego budynku.  
Jednostka organizacyjna, której tu podlegam, to Europejski Instytut Wyższych Studiów Handlowych (IECS) mieszczący się w budynku noszącym bardzo szumną nazwę: Europejski Biegun Ekonomii i Zarządzania. Jest to zresztą ogromna wygoda, że nie trzeba latać na kolejne wykłady z jednego pawilonu do drugiego, czy – jak się czasem u nas zdarza – na drugi koniec miasta do innego kampusu mając na to 5 minut czasu; tutaj wszystkie zajęcia mam w tym samym skrzydle jednego budynku.  


Linia 139: Linia 140:


== Przeprowadzka ==
== Przeprowadzka ==
<div style="text-align: right;">4 października 2003 r.</div>
<div align="right" style="float: right; margin-left: 5px;">4 października 2003 r.</div>
Cześć,
Cześć,
[[File:rue_de_la_somme.jpg|thumb|Rue de la Somme: po prawej mój instytut od tyłu, po lewej mój akademik]]


Od kiedy tu jestem, prawie przez cały czas była piękna pogoda. Jedyny ulewny, całodzienny deszcz w&nbsp;ciągu ostatniego miesiąca był akurat w&nbsp;dniu mojej przeprowadzki z&nbsp;akademika Paul Appell do La Somme. Niestety to był najmniejszy problem związany z&nbsp;przeprowadzką. Mój nowy akademik byłby nawet całkiem fajny gdyby nie to, że… jest niegotowy.  
Od kiedy tu jestem, prawie przez cały czas była piękna pogoda. Jedyny ulewny, całodzienny deszcz w&nbsp;ciągu ostatniego miesiąca był akurat w&nbsp;dniu mojej przeprowadzki z&nbsp;akademika Paul Appell do La Somme. Niestety to był najmniejszy problem związany z&nbsp;przeprowadzką. Mój nowy akademik byłby nawet całkiem fajny gdyby nie to, że… jest niegotowy.  
Linia 148: Linia 150:
Ale niech opowiem najpierw po kolei, jak wyglądał dzień mojej przeprowadzki:
Ale niech opowiem najpierw po kolei, jak wyglądał dzień mojej przeprowadzki:


[[File:pokoj_1.JPG|thumb|left|9 m² mojego królestwa]]
Rano pojechałem do La Somme, żeby się zameldować i&nbsp;dostać pokój. Rzecz jasna, pierwszą rzeczą, jaką musiałem zrobić, było uiszczenie opłaty – za październik z&nbsp;góry plus całoroczna kaucja czyli drugie tyle – w&nbsp;sumie 260&nbsp;€. Nie wiem, czy terminala do kart bankowych nie mieli też z&nbsp;powodu remontu, w&nbsp;każdym razie przyjmowali tylko
Rano pojechałem do La Somme, żeby się zameldować i&nbsp;dostać pokój. Rzecz jasna, pierwszą rzeczą, jaką musiałem zrobić, było uiszczenie opłaty – za październik z&nbsp;góry plus całoroczna kaucja czyli drugie tyle – w&nbsp;sumie 260&nbsp;€. Nie wiem, czy terminala do kart bankowych nie mieli też z&nbsp;powodu remontu, w&nbsp;każdym razie przyjmowali tylko
gotówkę. Następnie dostałem klucz do pokoju i&nbsp;poszedłem go sobie obejrzeć.
gotówkę. Następnie dostałem klucz do pokoju i&nbsp;poszedłem go sobie obejrzeć.
Linia 156: Linia 159:
Wywiózłszy bagaże na drugie piętro (winda, na szczęście, działa) i&nbsp;zamknąwszy je w&nbsp;pokoju, pojechałem zdać klucz w&nbsp;Paul Appell i&nbsp;poinformować moje banki o&nbsp;zmianie adresu. Potem mogłem już zając się swoim pokojem, czyli posprzątać go i&nbsp;częściowo się rozpakować, choć urządzanie się uda mi się chyba skończyć najwcześniej w&nbsp;niedzielę.
Wywiózłszy bagaże na drugie piętro (winda, na szczęście, działa) i&nbsp;zamknąwszy je w&nbsp;pokoju, pojechałem zdać klucz w&nbsp;Paul Appell i&nbsp;poinformować moje banki o&nbsp;zmianie adresu. Potem mogłem już zając się swoim pokojem, czyli posprzątać go i&nbsp;częściowo się rozpakować, choć urządzanie się uda mi się chyba skończyć najwcześniej w&nbsp;niedzielę.


[[File:pokoj_3.JPG|thumb|upright|Umywalka (tak, mydelniczka jest zrobiona z kubka po daniu w 5 minut)]]
Pokój jest jednoosobowy i&nbsp;wyposażony jest w: szafę, biurko, półki, umywalkę (wreszcie z&nbsp;jednym, normalnym kranem), dwa krzesła i&nbsp;łóżko. Są też lampy: nad łóżkiem, nad umywalką i&nbsp;na biurku, ale nie ma lampy na suficie. W&nbsp;oknie mam żaluzje i&nbsp;mógłbym mieć też story (ale po co, skoro mam żaluzje?), za to nie mam firanek. Łóżko (materac na sprężynach) jest potwornie miękkie i&nbsp;pewnie dość długo będę się do niego przyzwyczajał. Pościel składa się z&nbsp;cieniutkiej kołderki i&nbsp;poduszki w&nbsp;kształcie długiego walca, która w&nbsp;żaden sposób nie nadaje się do spania. Zamiast niej do mojej własnej poszewki na poduszkę włożyłem poskładany w&nbsp;kostkę koc; przynajmniej to nie jest tak morderczo miękkie. Trochę mnie zaskoczył fakt, że po całym tym remoncie, niewiele tu jest rzeczy, które by wyglądały na nowe. Ale w&nbsp;sumie mogłem się tego spodziewać. W&nbsp;końcu to Francja…
Pokój jest jednoosobowy i&nbsp;wyposażony jest w: szafę, biurko, półki, umywalkę (wreszcie z&nbsp;jednym, normalnym kranem), dwa krzesła i&nbsp;łóżko. Są też lampy: nad łóżkiem, nad umywalką i&nbsp;na biurku, ale nie ma lampy na suficie. W&nbsp;oknie mam żaluzje i&nbsp;mógłbym mieć też story (ale po co, skoro mam żaluzje?), za to nie mam firanek. Łóżko (materac na sprężynach) jest potwornie miękkie i&nbsp;pewnie dość długo będę się do niego przyzwyczajał. Pościel składa się z&nbsp;cieniutkiej kołderki i&nbsp;poduszki w&nbsp;kształcie długiego walca, która w&nbsp;żaden sposób nie nadaje się do spania. Zamiast niej do mojej własnej poszewki na poduszkę włożyłem poskładany w&nbsp;kostkę koc; przynajmniej to nie jest tak morderczo miękkie. Trochę mnie zaskoczył fakt, że po całym tym remoncie, niewiele tu jest rzeczy, które by wyglądały na nowe. Ale w&nbsp;sumie mogłem się tego spodziewać. W&nbsp;końcu to Francja…


Linia 163: Linia 167:
Ogólnie biorąc, da się tutaj żyć. Przez najbliższy miesiąc nie ma co liczyć na pralnię, telefony, telewizję i&nbsp;Internet; ale pranie można robić w&nbsp;pralniach innych akademików, budki telefoniczne są niedaleko, bez telewizji da się przeżyć, jeśli ma się radio, a&nbsp;dostęp do Internetu mam na uczelni. Z&nbsp;tym ostatnim jest jednak pewien problem: nie mogę już więcej instalować Gadu-Gadu {{):|}} (mogę za to korzystać z&nbsp;''chatrooms'').
Ogólnie biorąc, da się tutaj żyć. Przez najbliższy miesiąc nie ma co liczyć na pralnię, telefony, telewizję i&nbsp;Internet; ale pranie można robić w&nbsp;pralniach innych akademików, budki telefoniczne są niedaleko, bez telewizji da się przeżyć, jeśli ma się radio, a&nbsp;dostęp do Internetu mam na uczelni. Z&nbsp;tym ostatnim jest jednak pewien problem: nie mogę już więcej instalować Gadu-Gadu {{):|}} (mogę za to korzystać z&nbsp;''chatrooms'').


Tak naprawdę to, co najbardziej wkurza, to to, że pomimo całego tego burdelu, administracja wydaje się być całkowicie z&nbsp;siebie zadowolona – jakby wszystko było w&nbsp;zupełnym porządku. Na zajęciach uczyliśmy się ostatnio o&nbsp;różnych typach kulturowych poszczególnych narodów. Jedną z&nbsp;klasyfikacji jest podział na narody myślące „sekwencyjnie” i&nbsp;„synchronicznie”. Typowym przykładem kultury sekwencyjnej są Niemcy, którzy zadaną pracę wykonują w&nbsp;zadanym terminie, nie zastanawiając się nawet, czy to zadanie ma sens czy nie. Przedstawiciele kultur synchronicznych cały czas na bieżąco uaktualniają priorytety i&nbsp;terminy zadań. I&nbsp;wszystko jest już jasne: Francuzi są po prostu narodem synchronicznym,&nbsp;a w&nbsp;trakcie remontu najzwyczajniej zmieniły się priorytety! Są
[[File:pokoj_5.JPG|thumb|left|A to widok od strony drzwi.]]
usprawiedliwieni (choć nie powiem, że dają się przez to bardziej lubić).
Tak naprawdę to, co najbardziej wkurza, to to, że pomimo całego tego burdelu, administracja wydaje się być całkowicie z&nbsp;siebie zadowolona – jakby wszystko było w&nbsp;zupełnym porządku. Na zajęciach uczyliśmy się ostatnio o&nbsp;różnych typach kulturowych poszczególnych narodów. Jedną z&nbsp;klasyfikacji jest podział na narody myślące „sekwencyjnie” i&nbsp;„synchronicznie”. Typowym przykładem kultury sekwencyjnej są Niemcy, którzy zadaną pracę wykonują w&nbsp;zadanym terminie, nie zastanawiając się nawet, czy to zadanie ma sens czy nie. Przedstawiciele kultur synchronicznych cały czas na bieżąco uaktualniają priorytety i&nbsp;terminy zadań. I&nbsp;wszystko jest już jasne: Francuzi są po prostu narodem synchronicznym,&nbsp;a w&nbsp;trakcie remontu najzwyczajniej zmieniły się priorytety! Są usprawiedliwieni (choć nie powiem, że dają się przez to bardziej lubić).


Są też plusy mieszkania w&nbsp;La Somme. Jednym z&nbsp;nich jest lokalizacja; żeby dojść do mojego instytutu wystarczy przejść na drugą stronę ulicy. Zaletą są też sąsiedzi – głównie studenci z&nbsp;tego samego instytutu, często cudzoziemcy (oprócz mnie jest jeszcze trójka Polaków) i&nbsp;na ogół chrześcijanie. Atmosfera jest więc dosyć miła i&nbsp;myślę, że wszystko się w&nbsp;końcu jakoś tutaj ułoży.
Są też plusy mieszkania w&nbsp;La Somme. Jednym z&nbsp;nich jest lokalizacja; żeby dojść do mojego instytutu wystarczy przejść na drugą stronę ulicy. Zaletą są też sąsiedzi – głównie studenci z&nbsp;tego samego instytutu, często cudzoziemcy (oprócz mnie jest jeszcze trójka Polaków) i&nbsp;na ogół chrześcijanie. Atmosfera jest więc dosyć miła i&nbsp;myślę, że wszystko się w&nbsp;końcu jakoś tutaj ułoży.
Linia 171: Linia 175:


== Historia miasta do 1681 roku ==
== Historia miasta do 1681 roku ==
<div style="text-align: right;">Strasburg, 7 października 2003 r.</div>
<div align="right" style="float: right; margin-left: 5px;">Strasburg, 7 października 2003 r.</div>
Witam,
Witam,


Linia 213: Linia 217:
Sąsiedzkie współżycie obu grup wyznaniowych nie układało się najlepiej, o czym najlepiej świadczyła wojna biskupów, która wynikła ze sporu o wybór strasburskiego biskupa. W 1592 r., po dwudziestu latach tego konfliktu kasa miejska była już całkowicie pusta, a do kryzysu finansowego przyczyniła się wysoka inflacja oraz inne kraje, które nie dotrzymywały swych zobowiązań finansowych. Pod koniec XVI w. Strasburg pod praktycznie wszystkimi względami, również demograficznym (liczył teraz 22 tys. mieszkańców) podupadł.
Sąsiedzkie współżycie obu grup wyznaniowych nie układało się najlepiej, o czym najlepiej świadczyła wojna biskupów, która wynikła ze sporu o wybór strasburskiego biskupa. W 1592 r., po dwudziestu latach tego konfliktu kasa miejska była już całkowicie pusta, a do kryzysu finansowego przyczyniła się wysoka inflacja oraz inne kraje, które nie dotrzymywały swych zobowiązań finansowych. Pod koniec XVI w. Strasburg pod praktycznie wszystkimi względami, również demograficznym (liczył teraz 22 tys. mieszkańców) podupadł.


W pierwszej połowie XVII w. będące efektem reformacji wojny religijne, które toczyły się w różnych krajach europejskich, przeobraziły się wreszcie w długą, krwawą i wyniszczającą rzeź, która przeszła do historii jako Wojna Trzydziestoletnia. Choć toczyła się głównie na terenie Niemiec, to był to pierwszy konflikt, w który zaangażowane były prawie wszystkie kraje europejskie. Mimo, że Strasburg przez większą część wojny formalnie pozostawał neutralny, to chcąc, nie chcąc, znalazł się w środku tego piekła. Wojna spowodowała kolejny kryzys gospodarczy, który mocno dotknął i jeszcze bardziej osłabił miasto. W 1631 r. Strasburg przyłączył się do Ligi Protestanckiej,
W pierwszej połowie XVII w. będące efektem reformacji wojny religijne, które toczyły się w różnych krajach europejskich, przeobraziły się wreszcie w długą, krwawą i wyniszczającą rzeź, która przeszła do historii jako Wojna Trzydziestoletnia. Choć toczyła się głównie na terenie Niemiec, to był to pierwszy konflikt, w który zaangażowane były prawie wszystkie kraje europejskie. Mimo że Strasburg przez większą część wojny formalnie pozostawał neutralny, to chcąc, nie chcąc, znalazł się w środku tego piekła. Wojna spowodowała kolejny kryzys gospodarczy, który mocno dotknął i jeszcze bardziej osłabił miasto. W 1631 r. Strasburg przyłączył się do Ligi Protestanckiej,
która razem z Francją, Szwecją i innymi mocarstwami ostatecznie odniosła pyrrusowe zwycięstwo nad Habsburgami.
która razem z Francją, Szwecją i innymi mocarstwami ostatecznie odniosła pyrrusowe zwycięstwo nad Habsburgami.


Linia 223: Linia 227:


== Historia miasta po 1681 roku ==
== Historia miasta po 1681 roku ==
<div style="text-align: right;">Strasburg, 18 października 2003 r.</div>
<div align="right" style="float: right; margin-left: 5px;">Strasburg, 18 października 2003 r.</div>
Witam,
Witam,


Linia 242: Linia 246:
18 lipca 1789 r., gdy po kilkudniowych walkach w Paryżu upadała Bastylia, mieszkańcy Strasburga zgromadzili się na największym placu, żeby pokrzyczeć trochę „Niech żyje król!”, po czym rozeszli się do domów. Ale już trzy dni później ratusz został ograbiony, a tym samym w Strasburgu rozpoczęła się Wielka Rewolucja Francuska czyli kilkanaście lat barbarzyństwa w imię szczytnych ideałów, z którego – nie wiem dlaczego – Francuzi są tak dumni. Katedra została ogołocona i zamieniona w „świątynię rozumu”. Wieża katedralna ocalała tylko dzięki temu, że powieszono na niej olbrzymią czerwoną czapkę, symbol Rewolucji. W innych kościołach urządzono chlewy lub magazyny.
18 lipca 1789 r., gdy po kilkudniowych walkach w Paryżu upadała Bastylia, mieszkańcy Strasburga zgromadzili się na największym placu, żeby pokrzyczeć trochę „Niech żyje król!”, po czym rozeszli się do domów. Ale już trzy dni później ratusz został ograbiony, a tym samym w Strasburgu rozpoczęła się Wielka Rewolucja Francuska czyli kilkanaście lat barbarzyństwa w imię szczytnych ideałów, z którego – nie wiem dlaczego – Francuzi są tak dumni. Katedra została ogołocona i zamieniona w „świątynię rozumu”. Wieża katedralna ocalała tylko dzięki temu, że powieszono na niej olbrzymią czerwoną czapkę, symbol Rewolucji. W innych kościołach urządzono chlewy lub magazyny.


W lutym 1790 r. na burmistrza wybrano barona '''Frédérica de Dietricha''' (1748–1793), wprawdzie arystokratę, ale liberalnego, zwolennika monarchii konstytucyjnej. Starał się, jak mógł, utrzymać względny spokój w mieście i w nowo utworzonym powiecie
W lutym 1790 r. na burmistrza wybrano barona '''Frédérica de Dietricha''' (1748–1793), wprawdzie arystokratę, ale liberalnego, zwolennika monarchii konstytucyjnej. Starał się, jak mógł, utrzymać względny spokój w mieście i w nowo utworzonym powiecie Dolny Ren (za Rewolucji cała Francja została podzielona na prawie sto istniejących do dzisiaj, mniej więcej równej wielkości ''départements'', których nazwy przeważnie pochodzą od rzek). Dość dużym kłopotem dla nowego burmistrza było przekonanie katolików, że zapanowała teraz równość i że prawo do wyboru biskupa mają wszyscy, również ateiści, luteranie i Żydzi.
Dolny Ren (za Rewolucji cała Francja została podzielona na prawie sto istniejących do dzisiaj, mniej więcej równej wielkości ''départements'', których nazwy przeważnie pochodzą od rzek). Dość dużym kłopotem dla nowego burmistrza było przekonanie katolików,
że zapanowała teraz równość i że prawo do wyboru biskupa mają wszyscy, również ateiści, luteranie i Żydzi.


W kwietniu 1792 r. rozgorzała wojna między rewolucyjną Francją a koalicją sąsiednich monarchii zaniepokojonych tym, co się tam dzieje, zwłaszcza po tym, jak w styczniu 1793 r. żyrondyści zgilotynowali króla. Działania wojenne nie ominęły, rzecz jasna, Strasburga. Podczas walk z Austriakami pewien młody strasburski oficer, '''Rouget de L’Isle''', napisał „Pieśń wojenną Armii Reńskiej”, która tak szybko zyskała na popularności, że wkrótce potem śpiewano ją na drugim końcu Francji. Ostatecznie najbardziej rozprzestrzeniła się jej marsylijska wersja, która z czasem stała się francuskim hymnem narodowym, ale to właśnie de L’Isle uważany jest za autora „Marsylianki”. W maju 1793 r. do władzy doszli jakobini wprowadzając politykę terroru i gilotynując kogo się da. Do Strasburga wysłano bardzo aktywnych działaczy, Saint-Justa i Lebasa, którzy bardzo ostro sterroryzowali miasto. De Dietrich został oskarżony o oddanie miasta wrogom, kryzys finansowy i nieurodzaj, i – jak łatwo się domyśleć – powędrował pod gilotynę.
W kwietniu 1792 r. rozgorzała wojna między rewolucyjną Francją a koalicją sąsiednich monarchii zaniepokojonych tym, co się tam dzieje, zwłaszcza po tym, jak w styczniu 1793 r. żyrondyści zgilotynowali króla. Działania wojenne nie ominęły, rzecz jasna, Strasburga. Podczas walk z Austriakami pewien młody strasburski oficer, '''Rouget de L’Isle''', napisał „Pieśń wojenną Armii Reńskiej”, która tak szybko zyskała na popularności, że wkrótce potem śpiewano ją na drugim końcu Francji. Ostatecznie najbardziej rozprzestrzeniła się jej marsylska wersja, która z czasem stała się francuskim hymnem narodowym, ale to właśnie de L’Isle uważany jest za autora „Marsylianki”. W maju 1793 r. do władzy doszli jakobini, wprowadzając politykę terroru i gilotynując, kogo się da. Do Strasburga wysłano bardzo aktywnych działaczy, Saint-Justa i Lebasa, którzy bardzo ostro sterroryzowali miasto. De Dietrich został oskarżony o oddanie miasta wrogom, kryzys finansowy i nieurodzaj, i – jak łatwo się domyślić – powędrował pod gilotynę.


Wyparcie Austriaków z Alzacji i stracenie Robespierre’a w 1794 r. przyniosło wszystkim ulgę, a za rządów Dyrektoriatu (1795–99) rozpoczęło się odbudowywanie Strasburga. Przede wszystkim starano się odtworzyć infrastrukturę komunikacyjną; naprawiano drogi, rozpoczęto budowę nowego, 400-metrowego mostu na Renie oraz kanału Rodan–Ren. Strasburg stał się ważnym punktem w międzynarodowych połączeniach pocztowych, a w 1798 r. uruchomiono telegraf optyczny, pozwalający przesłać wiadomość ze Strasburga do Paryża w półtorej godziny. Wprowadzona przez Wielką Brytanię i jej koalicjantów blokada kontynentalna paradoksalnie przyczyniła się do rozwoju gospodarczego Strasburga.
Wyparcie Austriaków z Alzacji i stracenie Robespierre’a w 1794 r. przyniosło wszystkim ulgę, a za rządów Dyrektoriatu (1795–99) rozpoczęło się odbudowywanie Strasburga. Przede wszystkim starano się odtworzyć infrastrukturę komunikacyjną; naprawiano drogi, rozpoczęto budowę nowego, 400-metrowego mostu na Renie oraz kanału Rodan–Ren. Strasburg stał się ważnym punktem w międzynarodowych połączeniach pocztowych, a w 1798 r. uruchomiono telegraf optyczny, pozwalający przesłać wiadomość ze Strasburga do Paryża w półtorej godziny. Wprowadzona przez Wielką Brytanię i jej koalicjantów blokada kontynentalna paradoksalnie przyczyniła się do rozwoju gospodarczego Strasburga.
Linia 282: Linia 284:


== Studia ==
== Studia ==
<div style="text-align: right;">Strasburg, 25 października 2003 r.</div>
<div align="right" style="float: right; margin-left: 5px;">Strasburg, 25 października 2003 r.</div>
Cześć,
Cześć,


Linia 297: Linia 299:
Wróćmy jednak do prac zespołowych. Studentów zagranicznych jest tu dosyć dużo, więc niektóre zespoły są prawdziwą mieszanką kulturową i dobrze: po pierwsze praca w takich zespołach jest ciekawsza, a po drugie daje to – jak mawiają spece od zarządzania – dodatkową synergię. Praca w drobnych, kilkuosobowych grupkach jest tu tak powszechna, że są nawet specjalne salki wyposażone w tablice, dwie lub trzy ławki i parę krzeseł, i które są zawsze otwarte, tak, żeby te małe zespoły projektowe miały się gdzie spotykać.
Wróćmy jednak do prac zespołowych. Studentów zagranicznych jest tu dosyć dużo, więc niektóre zespoły są prawdziwą mieszanką kulturową i dobrze: po pierwsze praca w takich zespołach jest ciekawsza, a po drugie daje to – jak mawiają spece od zarządzania – dodatkową synergię. Praca w drobnych, kilkuosobowych grupkach jest tu tak powszechna, że są nawet specjalne salki wyposażone w tablice, dwie lub trzy ławki i parę krzeseł, i które są zawsze otwarte, tak, żeby te małe zespoły projektowe miały się gdzie spotykać.


Miałem już okazję robić jeden projekt z przedmiotu ''Business in Europe'' (w liście pt. „Uczelnia” napisałem: ''European Management'', ale później okazało się, że nazwa jest jednak taka) w ośmioosobowej grupie amerykańsko-bułgarsko-francusko-hinduskoniemiecko-polskiej, przy czym – co może warto zauważyć – imiona Francuzek brzmiały: Maïmounai Saléha. Zadanie polegało na zaproponowaniu restrukturyzacji pewnej hipotetycznej firmy produkującej jedzenie dla zwierząt, a której rzeczywistym pierwowzorem był Mars Inc. Nasz zespół podzieliliśmy na dwie mniejsze grupki, z których jedna miała się zająć stworzeniem ogólnej wizji i długoterminowej strategii przedsiębiorstwa, a druga – planem działań na najbliższe pół roku. Podział odbył się na podstawie osobistych preferencji, ale – co ciekawe – pokrył się on z podziałami geograficznymi. Grupka odpowiadająca za „wizję” była zachodnia, a ta odpowiadająca za liczby – wschodnia; ja byłem w obu. Vivek zdecydowanie potwierdził stereotyp Hindusa jako osoby świetnie radzącej sobie z liczbami, choć Bułgarkę i mnie na początku zdziwiło to, że miał problemy z odczytywaniem dużych liczb i pytał nas na przykład: „to jest 5 milionów czy 50 milionów?” Ale potem wytłumaczył nam, że w Indiach obowiązuje nieco inny system liczbowy niż u nas: 10&nbsp;000 to jeszcze dziesięć tysięcy, ale 100&nbsp;000 to już jeden ''lakh'', 1&nbsp;000&nbsp;000 to dziesięć ''lakhs'' itd. Ostateczny projekt bardzo się udał, nasza wizja polegała na dotarciu do każdego kociego i psiego żołądka w Europie, a w ciągu najbliższych 6 miesięcy postanowiliśmy zamknąć wszystkie fabryki we Francji i w Wielkiej Brytanii.
Miałem już okazję robić jeden projekt z przedmiotu ''Business in Europe'' (w liście pt. „Uczelnia” napisałem: ''European Management'', ale później okazało się, że nazwa jest jednak taka) w ośmioosobowej grupie amerykańsko-bułgarsko-francusko-hinduskoniemiecko-polskiej, przy czym – co może warto zauważyć – imiona Francuzek brzmiały: Maïmouna i Saléha. Zadanie polegało na zaproponowaniu restrukturyzacji pewnej hipotetycznej firmy produkującej jedzenie dla zwierząt, a której rzeczywistym pierwowzorem był Mars Inc. Nasz zespół podzieliliśmy na dwie mniejsze grupki, z których jedna miała się zająć stworzeniem ogólnej wizji i długoterminowej strategii przedsiębiorstwa, a druga – planem działań na najbliższe pół roku. Podział odbył się na podstawie osobistych preferencji, ale – co ciekawe – pokrył się on z podziałami geograficznymi. Grupka odpowiadająca za „wizję” była zachodnia, a ta odpowiadająca za liczby – wschodnia; ja byłem w obu. Vivek zdecydowanie potwierdził stereotyp Hindusa jako osoby świetnie radzącej sobie z liczbami, choć Bułgarkę i mnie na początku zdziwiło to, że miał problemy z odczytywaniem dużych liczb i pytał nas na przykład: „to jest 5 milionów czy 50 milionów?” Ale potem wytłumaczył nam, że w Indiach obowiązuje nieco inny system liczbowy niż u nas: 10&nbsp;000 to jeszcze dziesięć tysięcy, ale 100&nbsp;000 to już jeden ''lakh'', 1&nbsp;000&nbsp;000 to dziesięć ''lakhs'' itd. Ostateczny projekt bardzo się udał, nasza wizja polegała na dotarciu do każdego kociego i psiego żołądka w Europie, a w ciągu najbliższych 6 miesięcy postanowiliśmy zamknąć wszystkie fabryki we Francji i w Wielkiej Brytanii.


W poniedziałki i we wtorki mam zajęcia po południu, a od środy do piątku – rano. Oczywiście w chodzeniu do szkoły na rano nie ma nic przyjemnego, nawet jeśli z pokoju na zajęcia idzie się trzy minuty. Tym bardziej, że wszystkie studenckie imprezy są w czwartki lub czasami we środy. W łikendy nic się nie dzieje, bo większość Francuzów jedzie wtedy do domów. A w najbliższym tygodniu to już w ogóle nikogo nie będzie, bo ostatni tydzień października to ferie Wszystkich Świętych. Ja bym to nazwał trochę dłuższym łikendem, ale miejscowi mówią na to: „wakacje”. Tak więc będę miał trochę czasu i spokoju, żeby wreszcie porządnie wziąć się do nauki i popchnąć trochę do przodu pracę nad niektórymi projektami, bo w listopadzie czekają mnie kolejne prezentacje.
W poniedziałki i we wtorki mam zajęcia po południu, a od środy do piątku – rano. Oczywiście w chodzeniu do szkoły na rano nie ma nic przyjemnego, nawet jeśli z pokoju na zajęcia idzie się trzy minuty. Tym bardziej, że wszystkie studenckie imprezy są w czwartki lub czasami we środy. W łikendy nic się nie dzieje, bo większość Francuzów jedzie wtedy do domów. A w najbliższym tygodniu to już w ogóle nikogo nie będzie, bo ostatni tydzień października to ferie Wszystkich Świętych. Ja bym to nazwał trochę dłuższym łikendem, ale miejscowi mówią na to: „wakacje”. Tak więc będę miał trochę czasu i spokoju, żeby wreszcie porządnie wziąć się do nauki i popchnąć trochę do przodu pracę nad niektórymi projektami, bo w listopadzie czekają mnie kolejne prezentacje.
Linia 335: Linia 337:


== Urząd ==
== Urząd ==
<div style="text-align: right;">Strasburg, 1 listopada 2003 r.</div><poem>godziny otwarcia:
<div align="right" style="float: right; margin-left: 5px;">Strasburg, 1 listopada 2003 r.</div>
<poem>godziny otwarcia:
12:00 – 13:30
12:00 – 13:30
z półtoragodzinną przerwą na obiad
z półtoragodzinną przerwą na obiad
Linia 343: Linia 346:
Witam,
Witam,


Mniej więcej tak, jak napisałem w nagłówku, mogłyby wyglądać tabliczki na drzwiach wszystkich tutejszych urzędów i instytucji, gdyby tylko francuskim urzęd­nikom chciało się takie tabliczki wywieszać. Ale ponieważ z reguły nie wywie­szają, to nie ma stresu; trzeba tylko liczyć na łut szczęścia, że akurat się trafi na moment, gdy ktoś w nagłym przypływie służbowej gorliwości przyszedł do pracy. A jeżeli już je na­wet wywieszają, to w środku, więc można je zobaczyć tylko w godzinach otwarcia. Sprytne, nie?
Mniej więcej tak, jak napisałem w nagłówku, mogłyby wyglądać tabliczki na drzwiach wszystkich tutejszych urzędów i instytucji, gdyby tylko francuskim urzędnikom chciało się takie tabliczki wywieszać. Ale ponieważ z reguły nie wywie­szają, to nie ma stresu; trzeba tylko liczyć na łut szczęścia, że akurat się trafi na moment, gdy ktoś w nagłym przypływie służbowej gorliwości przyszedł do pracy. A jeżeli już je na­wet wywieszają, to w środku, więc można je zobaczyć tylko w godzinach otwarcia. Sprytne, nie?


Z tym „week-endem” (wiem, że po angielsku powinno się pisać razem, ale Francuzi wolą pisać z kreską; może tak jest bardziej po francusku?) to może trochę przesa­dziłem, ale na przykład banki naprawdę są zamknięte w poniedziałki.
Z tym „week-endem” (wiem, że po angielsku powinno się pisać razem, ale Francuzi wolą pisać z kreską; może tak jest bardziej po francusku?) to może trochę przesa­dziłem, ale na przykład banki naprawdę są zamknięte w poniedziałki.
Linia 357: Linia 360:
'''Podejście drugie:''' Uzbrojony w oryginały i kopie dokumentów wymaganych przez prefekturę (według sporządzonej przez prefekturę listy dokumentów, które należy załączyć do podania o pozwolenie na pobyt) stoję w tej samej kolejce, która zdążyła się już nieco wydłużyć. Dochodzę wreszcie do pana urzędnika i pokazuje mu swoje papiery. Zamiast paszportu podsunąłem mu ksero przedostatniej strony z szesnastoma różnymi pieczątkami, więc nawet na nie nie popatrzył. Okazało się natomiast, że aby dostać pozwolenie na pobyt, należy przejść dość drogie badania medyczne. Zwolnieni z nich są jednak studenci z programu Erasmus. Tylko że ja akurat nie miałem przy sobie zaświadczenia, że jestem „erasmusem”, bo nie było go na liście wymaganych dokumentów.
'''Podejście drugie:''' Uzbrojony w oryginały i kopie dokumentów wymaganych przez prefekturę (według sporządzonej przez prefekturę listy dokumentów, które należy załączyć do podania o pozwolenie na pobyt) stoję w tej samej kolejce, która zdążyła się już nieco wydłużyć. Dochodzę wreszcie do pana urzędnika i pokazuje mu swoje papiery. Zamiast paszportu podsunąłem mu ksero przedostatniej strony z szesnastoma różnymi pieczątkami, więc nawet na nie nie popatrzył. Okazało się natomiast, że aby dostać pozwolenie na pobyt, należy przejść dość drogie badania medyczne. Zwolnieni z nich są jednak studenci z programu Erasmus. Tylko że ja akurat nie miałem przy sobie zaświadczenia, że jestem „erasmusem”, bo nie było go na liście wymaganych dokumentów.


'''Podejście trzecie:''' Powiedzmy, że do tej pory to była moja wina. Mogłem był się domyśliSć, że należy zabrać oryginały i po trzy kopie wszystkich dokumentów, jakie w ogóle posiadam. Ale tym razem pani urzędniczka – a właściwie chyba jakaś głupia stażystka – domagała się oryginału mojego aktu urodzenia. Co z tego, że miałem tłuma­czenie przysięgłe, a z oryginału, który jest w Polsce, i tak nic by nie zrozumiała? Bez oryginału się nie obej­dzie i już!
'''Podejście trzecie:''' Powiedzmy, że do tej pory to była moja wina. Mogłem był się domyślić, że należy zabrać oryginały i po trzy kopie wszystkich dokumentów, jakie w ogóle posiadam. Ale tym razem pani urzędniczka – a właściwie chyba jakaś głupia stażystka – domagała się oryginału mojego aktu urodzenia. Co z tego, że miałem tłuma­czenie przysięgłe, a z oryginału, który jest w Polsce, i tak nic by nie zrozumiała? Bez oryginału się nie obej­dzie i już!


'''Podejście czwarte:''' Do tej pory chodziłem zawsze do specjalnego oddziału prefek­tury przeznaczonego dla studentów. Pomyślałem sobie, że może w budynku głównym, przy Placu Republiki, będą bardziej kompetentni ludzie. Wszedłem więc do obszernej sali z kilkunastoma okienkami dookoła. Połowa z nich była przeznaczona dla cudzoziem­ców, ale tylko jedno było otwarte. Pobrałem z maszyny numerek (455) i poszedłem na spacer po okolicy. Kiedy wróciłem, na tablicy nad okienkiem świeciło się 446, więc po­stanowiłem już poczekać na miejscu… 447… 448… 449… 530. Co jest? Okazało się, że moje 455 należy już do kolejnej tury; czyli trzeba poczekać, aż dojdzie do tysiąca, a potem znów do 455… W każdym razie, kiedy już dostałem się do okienka, pani wyjaś­niła mi, że wprawdzie moje papiery są zupełnie w porządku (choć przydałby się może jeszcze wyciąg z rachunku bankowego), ale i tak nie mogę ich złożyć, bo muszę to zro­bić w tym oddziale dla studentów…
'''Podejście czwarte:''' Do tej pory chodziłem zawsze do specjalnego oddziału prefek­tury przeznaczonego dla studentów. Pomyślałem sobie, że może w budynku głównym, przy Placu Republiki, będą bardziej kompetentni ludzie. Wszedłem więc do obszernej sali z kilkunastoma okienkami dookoła. Połowa z nich była przeznaczona dla cudzoziem­ców, ale tylko jedno było otwarte. Pobrałem z maszyny numerek (455) i poszedłem na spacer po okolicy. Kiedy wróciłem, na tablicy nad okienkiem świeciło się 446, więc po­stanowiłem już poczekać na miejscu… 447… 448… 449… 530. Co jest? Okazało się, że moje 455 należy już do kolejnej tury; czyli trzeba poczekać, aż dojdzie do tysiąca, a potem znów do 455… W każdym razie, kiedy już dostałem się do okienka, pani wyjaś­niła mi, że wprawdzie moje papiery są zupełnie w porządku (choć przydałby się może jeszcze wyciąg z rachunku bankowego), ale i tak nie mogę ich złożyć, bo muszę to zro­bić w tym oddziale dla studentów…
Linia 378: Linia 381:


== Alzacja ==
== Alzacja ==
<div style="text-align: right;">Strasburg, 8 listopada 2003 r.</div>
<div align="right" style="float: right; margin-left: 5px;">Strasburg, 8 listopada 2003 r.</div>
Cześć,
Cześć,


Linia 404: Linia 407:


== Życie ==
== Życie ==
<div style="text-align: right;">Strasburg, 16 listopada 2003 r.</div>
<div align="right" style="float: right; margin-left: 5px;">Strasburg, 16 listopada 2003 r.</div>
Cześć,
Cześć,


Linia 428: Linia 431:


== Atmosfera ==
== Atmosfera ==
<div style="text-align: right;">29 listopada 2003 r.</div>
<div align="right" style="float: right; margin-left: 5px;">29 listopada 2003 r.</div>
Witam,
Witam,


Linia 447: Linia 450:
Ci studenci – głównie miejscowi – którzy lubią działać, a&nbsp;nie podobają im się be-de-coś-tam, mogą się udzielać – jak&nbsp;i u&nbsp;nas – w&nbsp;samorządzie studenckim. Ale jest pewna różnica między samorządami w&nbsp;Polsce a&nbsp;tymi tutaj. Jak na razie na polskie uczelnie polityka nie dotarła, przynajmniej w&nbsp;takim natężeniu, jak we Francji. Tutaj komitety wyborcze dzielą się na prawicowe i&nbsp;lewicowe, i&nbsp;są – przynajmniej ideologicznie, nie wiem, czy organizacyjnie lub finansowo również – związane z&nbsp;konkretnymi partiami. Ponieważ na IECS komitet prawicowy intensywniej i&nbsp;bardziej agresywnie się reklamował, to ich program miałem okazję lepiej poznać. Był to w&nbsp;głównej mierze protest przeciwko egalitaryzacji na siłę polegającej na „równaniu w&nbsp;dół” i&nbsp;żądanie warunków do bardziej indywidualnego rozwoju. Ale był tam też atak na konkurencyjne, lewicowe komitety, które sprzymierzając się z&nbsp;„islamskimi fundamentalistami” stanowią zagrożenie dla „świeckości” uczelni (we Francji trwa teraz ostry konflikt pomiędzy pobożnymi muzułmankami, pragnącymi nosić obowiązujące w&nbsp;ich religii nakrycia głowy, a&nbsp;władzami szkolnymi, które nie chcą dopuścić do manifestacji czyichkolwiek przekonań religijnych w&nbsp;imię „laickiej republiki”).
Ci studenci – głównie miejscowi – którzy lubią działać, a&nbsp;nie podobają im się be-de-coś-tam, mogą się udzielać – jak&nbsp;i u&nbsp;nas – w&nbsp;samorządzie studenckim. Ale jest pewna różnica między samorządami w&nbsp;Polsce a&nbsp;tymi tutaj. Jak na razie na polskie uczelnie polityka nie dotarła, przynajmniej w&nbsp;takim natężeniu, jak we Francji. Tutaj komitety wyborcze dzielą się na prawicowe i&nbsp;lewicowe, i&nbsp;są – przynajmniej ideologicznie, nie wiem, czy organizacyjnie lub finansowo również – związane z&nbsp;konkretnymi partiami. Ponieważ na IECS komitet prawicowy intensywniej i&nbsp;bardziej agresywnie się reklamował, to ich program miałem okazję lepiej poznać. Był to w&nbsp;głównej mierze protest przeciwko egalitaryzacji na siłę polegającej na „równaniu w&nbsp;dół” i&nbsp;żądanie warunków do bardziej indywidualnego rozwoju. Ale był tam też atak na konkurencyjne, lewicowe komitety, które sprzymierzając się z&nbsp;„islamskimi fundamentalistami” stanowią zagrożenie dla „świeckości” uczelni (we Francji trwa teraz ostry konflikt pomiędzy pobożnymi muzułmankami, pragnącymi nosić obowiązujące w&nbsp;ich religii nakrycia głowy, a&nbsp;władzami szkolnymi, które nie chcą dopuścić do manifestacji czyichkolwiek przekonań religijnych w&nbsp;imię „laickiej republiki”).


[[Plik:pierogi.jpg|thumb|Raz zrobiliśmy sobie w  akademiku taką polsko-brazylijską ucztę: pierogi ruskie i ''brigadeiros''.]]
W akademiku atmosfera nie jest aż tak polityczna. Tu też były wybory do samorządu, ale była tylko jedna lista, więc wybór nie był duży. Pomimo wszelkich niedogodności życie towarzyskie jakoś tu się rozkręca. Zarówno na uczelni, jak&nbsp;i w&nbsp;akademikach, atmosfera jest bardzo międzynarodowa. Wśród sąsiadów, z&nbsp;którymi mniej lub bardziej się już zaprzyjaźniłem są Polacy, Brazylijczycy, Niemcy, Bułgarzy, Hiszpanie, Austriacy… No&nbsp;i w&nbsp;końcu Francuzi. W&nbsp;miarę, jak ludziom zaczyna się nudzić jedzenie samemu w&nbsp;swoich własnych pokojach, życie towarzyskie koncentruje się w&nbsp;kuchni. W&nbsp;ciągu ostatniego tygodnia koleżanki – Justyna, Asia i&nbsp;Flavia – przygotowały wspólnie dwie polsko-brazylijskie kolacje. Uczestniczyliśmy w&nbsp;nich również Henrique i&nbsp;ja. Jako dania główne były raz pierogi ruskie (mmmmmm…), a&nbsp;raz kluski śląskie; Henrique za to przygotował tradycyjne brazylijskie desery – czekoladowy i&nbsp;bananowy. No a&nbsp;ja zmywałem…
W akademiku atmosfera nie jest aż tak polityczna. Tu też były wybory do samorządu, ale była tylko jedna lista, więc wybór nie był duży. Pomimo wszelkich niedogodności życie towarzyskie jakoś tu się rozkręca. Zarówno na uczelni, jak&nbsp;i w&nbsp;akademikach, atmosfera jest bardzo międzynarodowa. Wśród sąsiadów, z&nbsp;którymi mniej lub bardziej się już zaprzyjaźniłem są Polacy, Brazylijczycy, Niemcy, Bułgarzy, Hiszpanie, Austriacy… No&nbsp;i w&nbsp;końcu Francuzi. W&nbsp;miarę, jak ludziom zaczyna się nudzić jedzenie samemu w&nbsp;swoich własnych pokojach, życie towarzyskie koncentruje się w&nbsp;kuchni. W&nbsp;ciągu ostatniego tygodnia koleżanki – Justyna, Asia i&nbsp;Flavia – przygotowały wspólnie dwie polsko-brazylijskie kolacje. Uczestniczyliśmy w&nbsp;nich również Henrique i&nbsp;ja. Jako dania główne były raz pierogi ruskie (mmmmmm…), a&nbsp;raz kluski śląskie; Henrique za to przygotował tradycyjne brazylijskie desery – czekoladowy i&nbsp;bananowy. No a&nbsp;ja zmywałem…


Linia 473: Linia 477:


== Boże Narodzenie ==
== Boże Narodzenie ==
<div style="text-align: right;">Strasburg, 19 grudnia 2003 r.</div>
<div align="right" style="float: right; margin-left: 5px;">Strasburg, 19 grudnia 2003 r.</div>
Witam w wydaniu świątecznym!
Witam w wydaniu świątecznym!


Linia 491: Linia 495:


== I&nbsp;po świętach ==
== I&nbsp;po świętach ==
<div style="text-align: right;">28 stycznia 2004 r.</div>
<div align="right" style="float: right; margin-left: 5px;">28 stycznia 2004 r.</div>
Witam po miesięcznej świąteczno-wakacyjnej przerwie!
Witam po miesięcznej świąteczno-wakacyjnej przerwie!


[[File:pokoj_4.JPG|thumb|Moje biurko w akademiku]]
Redakcja Wieści ze Strasburga wznawia swoją działalność w&nbsp;nowym roku&nbsp;i w&nbsp;nowym semestrze. Przepraszam Wszystkich, że tak dawno się nie odzywałem, ale tak to jest: najpierw sesja, potem Święta w&nbsp;Polsce, a&nbsp;potem ferie w&nbsp;Strasburgu, podczas których ogarnęło mnie jakieś takie niewyobrażalne lenistwo. Ale jednak coś się przez ten czas działo, więc spróbuję to wszystko jakoś podsumować w&nbsp;tym liście.  
Redakcja Wieści ze Strasburga wznawia swoją działalność w&nbsp;nowym roku&nbsp;i w&nbsp;nowym semestrze. Przepraszam Wszystkich, że tak dawno się nie odzywałem, ale tak to jest: najpierw sesja, potem Święta w&nbsp;Polsce, a&nbsp;potem ferie w&nbsp;Strasburgu, podczas których ogarnęło mnie jakieś takie niewyobrażalne lenistwo. Ale jednak coś się przez ten czas działo, więc spróbuję to wszystko jakoś podsumować w&nbsp;tym liście.  


Linia 502: Linia 507:
Nie wiem, jak to się stało, ale podróż z&nbsp;powrotem do Strasburga przebiegła gładko i&nbsp;bez żadnych niespodzianek. W&nbsp;akademiku nastąpiły pewne zmiany i&nbsp;to – o&nbsp;dziwo – na lepsze. Od kiedy wróciłem, mam dostęp do Internetu bezpośrednio z&nbsp;pokoju. Ponieważ takiego luksusu nie miałem nawet w&nbsp;domu, to jak się pewnie domyślacie (a niektórzy z&nbsp;Was nawet już zauważyli), trudno mi się teraz od komputera oderwać. Mam tu stałe łącze, które przeważnie – wolniej lub szybciej, ale na ogół dosyć szybko – działa i&nbsp;płacę za nie zaledwie 7,5&nbsp;€ / mies. – jak na tutejsze warunki wyśmienicie!
Nie wiem, jak to się stało, ale podróż z&nbsp;powrotem do Strasburga przebiegła gładko i&nbsp;bez żadnych niespodzianek. W&nbsp;akademiku nastąpiły pewne zmiany i&nbsp;to – o&nbsp;dziwo – na lepsze. Od kiedy wróciłem, mam dostęp do Internetu bezpośrednio z&nbsp;pokoju. Ponieważ takiego luksusu nie miałem nawet w&nbsp;domu, to jak się pewnie domyślacie (a niektórzy z&nbsp;Was nawet już zauważyli), trudno mi się teraz od komputera oderwać. Mam tu stałe łącze, które przeważnie – wolniej lub szybciej, ale na ogół dosyć szybko – działa i&nbsp;płacę za nie zaledwie 7,5&nbsp;€ / mies. – jak na tutejsze warunki wyśmienicie!


[[File:pokoj_2.JPG|thumb|left|Lodówka w pokoju!]]
Kolejna rzecz to nowa lodówka. Do tej pory dysponowałem tylko małą, zamykaną na kluczyk kasetką, którą i&nbsp;tak musiałem dzielić z&nbsp;sąsiadem. Ale od paru dni mam już najprawdziwszą, nową lodówkę u&nbsp;siebie w&nbsp;pokoju! Jak na potrzeby jednej osoby jest całkiem spora (wys. 80&nbsp;cm, szer. 54&nbsp;cm, głęb. 47&nbsp;cm – wyobraźcie sobie, ile piwa można tu zmieścić), ma zamrażarkę, a&nbsp;górna część może służyć jako blat. W&nbsp;takie lodówki zostały wyposażone wszystkie pokoje – w&nbsp;pewnym sensie akademik się jakoś zrehabilitował za ten bajzel z&nbsp;zeszłego semestru; nawet jeśli nowe lodówki będą oznaczać, że opłaty nieco wzrosną (choć tego jeszcze nie wiem dokładnie). W&nbsp;sumie, gdyby ten akademik był wyglądał od początku tak, jak wygląda teraz, to byłoby super.
Kolejna rzecz to nowa lodówka. Do tej pory dysponowałem tylko małą, zamykaną na kluczyk kasetką, którą i&nbsp;tak musiałem dzielić z&nbsp;sąsiadem. Ale od paru dni mam już najprawdziwszą, nową lodówkę u&nbsp;siebie w&nbsp;pokoju! Jak na potrzeby jednej osoby jest całkiem spora (wys. 80&nbsp;cm, szer. 54&nbsp;cm, głęb. 47&nbsp;cm – wyobraźcie sobie, ile piwa można tu zmieścić), ma zamrażarkę, a&nbsp;górna część może służyć jako blat. W&nbsp;takie lodówki zostały wyposażone wszystkie pokoje – w&nbsp;pewnym sensie akademik się jakoś zrehabilitował za ten bajzel z&nbsp;zeszłego semestru; nawet jeśli nowe lodówki będą oznaczać, że opłaty nieco wzrosną (choć tego jeszcze nie wiem dokładnie). W&nbsp;sumie, gdyby ten akademik był wyglądał od początku tak, jak wygląda teraz, to byłoby super.


Linia 517: Linia 523:
<div style="text-align: right;">22 lutego 2004 r.</div>
<div style="text-align: right;">22 lutego 2004 r.</div>
<div dir="rtl" class="mw-content-rtl"><b>שלום</b></div>
<div dir="rtl" class="mw-content-rtl"><b>שלום</b></div>
Jeszcze nigdy nie widziałem tylu Żydów – może poza [https://www.jewishfestival.pl/pl/ Festiwalem Kultury Żydowskiej] w&nbsp;Krakowie, ale to się zdarza tylko raz w&nbsp;roku – co w&nbsp;Strasburgu. A&nbsp;rozpoznaję bez trudu tylko tych religijnych – w&nbsp;czarnych kapeluszach, z&nbsp;brodami&nbsp;i z&nbsp;pejsami; razem z&nbsp;Żydami niewierzącymi może ich być jeszcze więcej. W&nbsp;każdym razie Strasburg jest z&nbsp;pewnością jednym z&nbsp;większych skupisk Żydów we Francji.
Jeszcze nigdy nie widziałem tylu Żydów – może poza [https://www.jewishfestival.pl/pl/ Festiwalem Kultury Żydowskiej] w&nbsp;Krakowie, ale to się zdarza tylko raz w&nbsp;roku – co w&nbsp;Strasburgu. A&nbsp;rozpoznaję bez trudu tylko tych religijnych – w&nbsp;czarnych kapeluszach, z&nbsp;brodami&nbsp;i z&nbsp;pejsami; razem z&nbsp;Żydami niewierzącymi może ich być jeszcze więcej. W&nbsp;każdym razie Strasburg jest z&nbsp;pewnością jednym z&nbsp;większych skupisk Żydów we Francji.


Linia 523: Linia 530:
W miastach Żydzi byli nieco bezpieczniejsi niż na wsi. Zresztą i&nbsp;tak nie mieli prawa nabywać ziemi, więc rolnictwem nie mogli się trudnić. Skupiali się więc w&nbsp;miastach, takich jak Wormacja, Moguncja, Spira, no i&nbsp;Strasburg. Tutaj znajdowali się pod ochroną prawa cesarskiego, kościelnego i&nbsp;miejskiego. Oczywiście ta prawna ochrona miała swoją cenę – wspólnota żydowska płaciła cesarzowi, biskupowi i&nbsp;magistratowi wysokie podatki. Czasem między owymi instancjami dochodziło na tym tle do ostrych sporów. Na przykład w&nbsp;1262 r. biskup Strasburga, Walther de Geroldseck uznał, iż miasto nie ma prawa opodatkowywać „jego” Żydów. Doszło do otwartej wojny, która zakończyła się następującym porozumieniem: Żydzi mieli co roku płacić 100 funtów miastu, 12 marek biskupowi i&nbsp;60 marek cesarzowi.
W miastach Żydzi byli nieco bezpieczniejsi niż na wsi. Zresztą i&nbsp;tak nie mieli prawa nabywać ziemi, więc rolnictwem nie mogli się trudnić. Skupiali się więc w&nbsp;miastach, takich jak Wormacja, Moguncja, Spira, no i&nbsp;Strasburg. Tutaj znajdowali się pod ochroną prawa cesarskiego, kościelnego i&nbsp;miejskiego. Oczywiście ta prawna ochrona miała swoją cenę – wspólnota żydowska płaciła cesarzowi, biskupowi i&nbsp;magistratowi wysokie podatki. Czasem między owymi instancjami dochodziło na tym tle do ostrych sporów. Na przykład w&nbsp;1262 r. biskup Strasburga, Walther de Geroldseck uznał, iż miasto nie ma prawa opodatkowywać „jego” Żydów. Doszło do otwartej wojny, która zakończyła się następującym porozumieniem: Żydzi mieli co roku płacić 100 funtów miastu, 12 marek biskupowi i&nbsp;60 marek cesarzowi.


W XIII-XIV w. sytuacja Żydów zaczęła się dodatkowo pogarszać w&nbsp;miarę, jak cechy rezerwowały rzemiosła dla siebie. Żydom pozostawały tylko handel niektórymi towarami oraz lichwa. Życie z&nbsp;obrotu pieniądzem było zabronione Chrześcijanom, więc przynajmniej z&nbsp;tej strony nie było konkurencji. Oprocentowanie – według dzisiejszych standardów – było bardzo wysokie, bo wynosiło ok. 13%. Ale trzeba pamiętać, że ściągalność była wtedy stosunkowo niska. Cesarz i&nbsp;papież mieli prawo zwolnić dłużnika od obowiązku spłaty należności Żydowi. Niestety praktycznie w&nbsp;całej Europie ten stan rzeczy powodował pewien cykl kolejnych migracji i&nbsp;prześladowań starozakonnych. Żydzi byli zawsze mile widziani, gdy potrzebna była gotówka. Gdy długi stawały się zbyt duże, nastawał czas prześladowań – i&nbsp;tak w&nbsp;kółko, aż po XX wiek.
W XIII–XIV w. sytuacja Żydów zaczęła się dodatkowo pogarszać w&nbsp;miarę, jak cechy rezerwowały rzemiosła dla siebie. Żydom pozostawały tylko handel niektórymi towarami oraz lichwa. Życie z&nbsp;obrotu pieniądzem było zabronione Chrześcijanom, więc przynajmniej z&nbsp;tej strony nie było konkurencji. Oprocentowanie – według dzisiejszych standardów – było bardzo wysokie, bo wynosiło ok. 13%. Ale trzeba pamiętać, że ściągalność była wtedy stosunkowo niska. Cesarz i&nbsp;papież mieli prawo zwolnić dłużnika od obowiązku spłaty należności Żydowi. Niestety praktycznie w&nbsp;całej Europie ten stan rzeczy powodował pewien cykl kolejnych migracji i&nbsp;prześladowań starozakonnych. Żydzi byli zawsze mile widziani, gdy potrzebna była gotówka. Gdy długi stawały się zbyt duże, nastawał czas prześladowań – i&nbsp;tak w&nbsp;kółko, aż po XX wiek.


Ale wróćmy do średniowiecznego Strasburga. W&nbsp;tamtym okresie Żydzi byli skupieni we wschodniej części Wielkiej Wyspy, wokół ulicy, która do dziś nosi nazwę Żydowskiej (rue des Juifs 2). Przy tej ulicy mieściła się synagoga i&nbsp;rytualna łaźnia, a&nbsp;niedaleko – mniej więcej w&nbsp;miejscu dzisiejszego Placu Republiki – znajdował się żydowski
Ale wróćmy do średniowiecznego Strasburga. W&nbsp;tamtym okresie Żydzi byli skupieni we wschodniej części Wielkiej Wyspy, wokół ulicy, która do dziś nosi nazwę Żydowskiej (rue des Juifs 2). Przy tej ulicy mieściła się synagoga i&nbsp;rytualna łaźnia, a&nbsp;niedaleko – mniej więcej w&nbsp;miejscu dzisiejszego Placu Republiki – znajdował się żydowski
Linia 539: Linia 546:
jakiś czas temu miałem okazję oglądać tu wystawę poświęconą ewolucji tego motywu. Na malowidłach starszych niż rzeźby z&nbsp;katedry widać Kościół i&nbsp;Synagogę jako równorzędne partnerki. ''Sinagoga'' trzyma swoją flagę równie dumnie jak ''Ecclesia'' – krzyż. Natomiast w&nbsp;sztuce późniejszej niż katedra poniżenie Synagogi poszło jeszcze dalej: najpierw na jej karku posadzono diabła, który szeptał jej do ucha swoje polecenia. Potem wreszcie Synagoga została po prostu utożsamiona z&nbsp;diabłem.
jakiś czas temu miałem okazję oglądać tu wystawę poświęconą ewolucji tego motywu. Na malowidłach starszych niż rzeźby z&nbsp;katedry widać Kościół i&nbsp;Synagogę jako równorzędne partnerki. ''Sinagoga'' trzyma swoją flagę równie dumnie jak ''Ecclesia'' – krzyż. Natomiast w&nbsp;sztuce późniejszej niż katedra poniżenie Synagogi poszło jeszcze dalej: najpierw na jej karku posadzono diabła, który szeptał jej do ucha swoje polecenia. Potem wreszcie Synagoga została po prostu utożsamiona z&nbsp;diabłem.


Żydzi, którzy uniknęli masakry, osiedlili się przeważnie na wsi. Niektórzy emigrowali wgłąb Niemiec lub jeszcze dalej – do Polski. Tymczasem Strasburg coraz bardziej zaostrzał przepisy skierowane przeciw Żydom. W&nbsp;XVI w. zabroniono Żydom handlować na terenie miasta. Wyjątek stanowili handlarze żywnością i&nbsp;końmi. Tylko nieliczni -
Żydzi, którzy uniknęli masakry, osiedlili się przeważnie na wsi. Niektórzy emigrowali wgłąb Niemiec lub jeszcze dalej – do Polski. Tymczasem Strasburg coraz bardziej zaostrzał przepisy skierowane przeciw Żydom. W&nbsp;XVI w. zabroniono Żydom handlować na terenie miasta. Wyjątek stanowili handlarze żywnością i&nbsp;końmi. Tylko nieliczni przeważnie producenci i&nbsp;handlarze bronią, z&nbsp;których usług korzystał król – dostawali w&nbsp;drodze wyjątku przywilej zamieszkania w&nbsp;mieście. Ale nawet oni musieli kupować nieruchomości przez podstawione osoby. Przyłączenie Strasburga do Francji nie poprawiło sytuacji; miasto zachowało swą autonomię, w&nbsp;tym prawo do utrzymania antyżydowskich przepisów.
przeważnie producenci i&nbsp;handlarze bronią, z&nbsp;których usług korzystał król – dostawali w&nbsp;drodze wyjątku przywilej zamieszkania w&nbsp;mieście. Ale nawet oni musieli kupować nieruchomości przez podstawione osoby. Przyłączenie Strasburga do Francji nie poprawiło sytuacji; miasto zachowało swą autonomię, w&nbsp;tym prawo do utrzymania antyżydowskich przepisów.


W XVI w. – a&nbsp;więc jeszcze przed przy łączeniem Alzacji do Francji – Żydzi zostali z&nbsp;Francji wypędzeni. Wielu z&nbsp;nich osiedliło si ę w&nbsp;alzackich wsiach. Po Wojnie Trzydziestoletniej alzacka prowincja przyjęła z&nbsp;kolei Żydów z&nbsp;Badenii. W&nbsp;ten sposób wiejska Alzacja stała się jedynym skupiskiem Żydów we Francji. Cieszyli się tu opieką wojska, któremu dostarczali koni i&nbsp;zboża.
W XVI w. – a&nbsp;więc jeszcze przed przy łączeniem Alzacji do Francji – Żydzi zostali z&nbsp;Francji wypędzeni. Wielu z&nbsp;nich osiedliło si ę w&nbsp;alzackich wsiach. Po Wojnie Trzydziestoletniej alzacka prowincja przyjęła z&nbsp;kolei Żydów z&nbsp;Badenii. W&nbsp;ten sposób wiejska Alzacja stała się jedynym skupiskiem Żydów we Francji. Cieszyli się tu opieką wojska, któremu dostarczali koni i&nbsp;zboża.
Linia 563: Linia 569:


== Karnawał ==
== Karnawał ==
<div style="text-align: right;">3 marca 2004 r.</div>
<div align="right" style="float: right; margin-left: 5px;">3 marca 2004 r.</div>
Cześć,
 
Dopiero co zaczął się Wielki Post, więc pora by podsumować karnawał – który zresztą dla niezbyt religijnych Francuzów i&nbsp;tak się jeszcze nie skończył. Wrażenie ogólne: Rio to to nie jest. Po pierwsze, pogoda nie zachęca do tego, żeby w&nbsp;ogóle wychodzić na pole. Za zimno żeby organizować gołe parady jak w&nbsp;Brazylii, a&nbsp;za ciepło, żeby robić kuligi jak w&nbsp;Polsce. Niestety ta pora roku w&nbsp;północnej Francji jest chłodna, mokra, szara i&nbsp;brzydka. Do tego jest to okres ferii zimowych, więc młodych ludzi, z&nbsp;którymi ewentualnie można by imprezować, nie ma zbyt wielu. Mój akademik prawie opustoszał.
Dopiero co zaczął się Wielki Post, więc pora by podsumować karnawał – który zresztą dla niezbyt religijnych Francuzów i&nbsp;tak się jeszcze nie skończył. Wrażenie ogólne: Rio to to nie jest. Po pierwsze, pogoda nie zachęca do tego, żeby w&nbsp;ogóle wychodzić na pole. Za zimno żeby organizować gołe parady jak w&nbsp;Brazylii, a&nbsp;za ciepło, żeby robić kuligi jak w&nbsp;Polsce. Niestety ta pora roku w&nbsp;północnej Francji jest chłodna, mokra, szara i&nbsp;brzydka. Do tego jest to okres ferii zimowych, więc młodych ludzi, z&nbsp;którymi ewentualnie można by imprezować, nie ma zbyt wielu. Mój akademik prawie opustoszał.


Linia 583: Linia 591:
Serdecznie dziękuję za pochwałę. Myślę, że na trzecim roku najlepiej jest jechać na stypendium. Ja jestem na
Serdecznie dziękuję za pochwałę. Myślę, że na trzecim roku najlepiej jest jechać na stypendium. Ja jestem na
czwartym i&nbsp;boję się trochę nadrabiania „różnic programowych” – na czwartym roku przedmioty są trudniejsze niż na trzecim, a&nbsp;do tego trzeba by już zacząć myśleć o&nbsp;pracy magisterskiej, a&nbsp;nie mam tu za bardzo do tego głowy i&nbsp;pewnie zabiorę się za nią dopiero w&nbsp;Polsce. Jeśli chodzi o&nbsp;to, na który semestr lepiej wyjechać, to mnie się wydaje, że bardziej się opłaca na letni. Z&nbsp;kilku powodów:
czwartym i&nbsp;boję się trochę nadrabiania „różnic programowych” – na czwartym roku przedmioty są trudniejsze niż na trzecim, a&nbsp;do tego trzeba by już zacząć myśleć o&nbsp;pracy magisterskiej, a&nbsp;nie mam tu za bardzo do tego głowy i&nbsp;pewnie zabiorę się za nią dopiero w&nbsp;Polsce. Jeśli chodzi o&nbsp;to, na który semestr lepiej wyjechać, to mnie się wydaje, że bardziej się opłaca na letni. Z&nbsp;kilku powodów:
* masz więcej czasu na przygotowanie si ę do wyjazdu – nie musisz na to marnować wakacji;
* masz więcej czasu na przygotowanie się do wyjazdu – nie musisz na to marnować wakacji;
* Francja wygląda jesienią&nbsp;i w&nbsp;zimie nieciekawie (chyba że pojedziesz w&nbsp;Alpy) – jest chłodno, ale bez śniegu, szaro i&nbsp;brudno; w&nbsp;letnim semestrze załapiesz się na wiosnę, będzie ciepło, kolorowo i&nbsp;przyjemnie;
* Francja wygląda jesienią&nbsp;i w&nbsp;zimie nieciekawie (chyba że pojedziesz w&nbsp;Alpy) – jest chłodno, ale bez śniegu, szaro i&nbsp;brudno; w&nbsp;letnim semestrze załapiesz się na wiosnę, będzie ciepło, kolorowo i&nbsp;przyjemnie;
* po zakończeniu semestru masz trzy miesiące wakacji – jeśli chcesz, to możesz jeszcze zostać i&nbsp;pozwiedzać lub popracować; albo możesz wrócić i&nbsp;poświęcić ten czas na kucie zaległości programowych;
* po zakończeniu semestru masz trzy miesiące wakacji – jeśli chcesz, to możesz jeszcze zostać i&nbsp;pozwiedzać lub popracować; albo możesz wrócić i&nbsp;poświęcić ten czas na kucie zaległości programowych;
Linia 589: Linia 597:


== Karnawał – c.d. ==
== Karnawał – c.d. ==
<div style="text-align: right;">7 kwietnia 2004 r.</div>
<div align="right" style="float: right; margin-left: 5px;">7 kwietnia 2004 r.</div>
Cześć,
 
Pamiętacie, jak w&nbsp;ostatnich wieściach (do licha, to już miesiąc temu, jak ten pobyt we Francji rozleniwia!) pisałem, że nie było żadnego karnawału? Otóż nie wiedziałem wtedy jeszcze, że tutaj Tłusty Wtorek to początek, a&nbsp;nie koniec, karnawału. Zdawałem sobie sprawę, że Francuzi nie są zbyt religijni – nawet w&nbsp;stosunkowo katolickiej Alzacji – ale nie sądziłem, żeby aż tak. Karnawał w&nbsp;poście… Cóż, co kraj to obyczaj.
Pamiętacie, jak w&nbsp;ostatnich wieściach (do licha, to już miesiąc temu, jak ten pobyt we Francji rozleniwia!) pisałem, że nie było żadnego karnawału? Otóż nie wiedziałem wtedy jeszcze, że tutaj Tłusty Wtorek to początek, a&nbsp;nie koniec, karnawału. Zdawałem sobie sprawę, że Francuzi nie są zbyt religijni – nawet w&nbsp;stosunkowo katolickiej Alzacji – ale nie sądziłem, żeby aż tak. Karnawał w&nbsp;poście… Cóż, co kraj to obyczaj.


Linia 611: Linia 621:


== Wielkanoc ==
== Wielkanoc ==
<div style="text-align: right;">26 kwietnia 2004 r.</div>
<div align="right" style="float: right; margin-left: 5px;">26 kwietnia 2004 r.</div>
Cześć,
 
Mam nadzieję, że wszystkim Wam święta minęły przyjemnie, radośnie i&nbsp;pogodnie. Oczywiście w&nbsp;pierwszym liście po Wielkanocy nie mógłbym pisać o&nbsp;czym innym niż o&nbsp;tym, jak ja spędziłem święta. Otóż, mimo że we Francji, święta obchodziłem bardzo po polsku i&nbsp;głównie w&nbsp;towarzystwie innych Polaków. A&nbsp;właściwie Polek; to głównie one
Mam nadzieję, że wszystkim Wam święta minęły przyjemnie, radośnie i&nbsp;pogodnie. Oczywiście w&nbsp;pierwszym liście po Wielkanocy nie mógłbym pisać o&nbsp;czym innym niż o&nbsp;tym, jak ja spędziłem święta. Otóż, mimo że we Francji, święta obchodziłem bardzo po polsku i&nbsp;głównie w&nbsp;towarzystwie innych Polaków. A&nbsp;właściwie Polek; to głównie one
zadbały, żeby święta upłynęły nam zgodnie z&nbsp;polskimi tradycjami – na tyle, na ile jest to możliwe na obczyźnie.
zadbały, żeby święta upłynęły nam zgodnie z&nbsp;polskimi tradycjami – na tyle, na ile jest to możliwe na obczyźnie.
Linia 620: Linia 632:
Ścisły post wielkopiątkowy jest tu znacznie łatwiej zachować niż w&nbsp;Polsce – a&nbsp;to dlatego, że i&nbsp;tak wszystkie sklepy są zamknięte. Alzacja to jedyny region we Francji, w&nbsp;którym ten dzień jest wolny od pracy, podobnie z&nbsp;resztą jak w&nbsp;katolickich krajach Niemiec. Zawdzięcza to własnemu konkordatowi, który Alzacja podpisała ze Stolicą Apostolską jeszcze w&nbsp;czasach, gdy należała do Niemiec, a&nbsp;który teraz wyróżnia ją wśród innych regionów fundamentalnie antyreligijnej Francji.
Ścisły post wielkopiątkowy jest tu znacznie łatwiej zachować niż w&nbsp;Polsce – a&nbsp;to dlatego, że i&nbsp;tak wszystkie sklepy są zamknięte. Alzacja to jedyny region we Francji, w&nbsp;którym ten dzień jest wolny od pracy, podobnie z&nbsp;resztą jak w&nbsp;katolickich krajach Niemiec. Zawdzięcza to własnemu konkordatowi, który Alzacja podpisała ze Stolicą Apostolską jeszcze w&nbsp;czasach, gdy należała do Niemiec, a&nbsp;który teraz wyróżnia ją wśród innych regionów fundamentalnie antyreligijnej Francji.


[[File:Notre-Dame_de_Strasbourg.jpg|thumb|upright|Zachodnia fasada katedry NMP w&nbsp;Strasburgu]]
W Wielką Sobotę rano poszliśmy oczywiście do święcenia. Na szczęście w&nbsp;Strasburgu znajduje się jedna polska misja i&nbsp;jest to zapewne jedyny kościół w&nbsp;tym mieście, gdzie odbywa się święcenie pokarmów. Niestety na całą naszą grupkę wypadały tylko dwa koszyczki, ale zawsze to coś. Choć czytałem, że na przykład nasze wojska okupacyjne w&nbsp;Iraku były tak pomysłowe, że święconkę nosiły w&nbsp;hełmach. No, ale my nawet hełmów nie mieliśmy…
W Wielką Sobotę rano poszliśmy oczywiście do święcenia. Na szczęście w&nbsp;Strasburgu znajduje się jedna polska misja i&nbsp;jest to zapewne jedyny kościół w&nbsp;tym mieście, gdzie odbywa się święcenie pokarmów. Niestety na całą naszą grupkę wypadały tylko dwa koszyczki, ale zawsze to coś. Choć czytałem, że na przykład nasze wojska okupacyjne w&nbsp;Iraku były tak pomysłowe, że święconkę nosiły w&nbsp;hełmach. No, ale my nawet hełmów nie mieliśmy…


Linia 628: Linia 639:
A śniadanie wielkanocne było bardzo udane. Zebraliśmy się w&nbsp;sześć osób w&nbsp;akademiku Paul Appell, gdzie są większe i&nbsp;ładniejsze kuchnie. O&nbsp;dziewiątej rano wszyscy Francuzi, jak to mają w&nbsp;zwyczaju w&nbsp;niedzielne poranki, jeszcze spali, więc nikt tam nie przeszkadzał w&nbsp;zajęciu całej kuchni na własne potrzeby. Trzeba powiedzieć, że dziewczyny się postarały – biały obrus, pisanki, koszyczki, chrzan… Prawie jak w&nbsp;domu. Gdy wszystko było gotowe, pomodliliśmy się, stuknęliśmy się jajkami (ta tradycja, to była dla mnie nowość), zrobiliśmy pamiątkowe zdjęcia i&nbsp;wreszcie mogliśmy zacząć jeść. Do jednej z&nbsp;koleżanek przyjechała na czas świąt siostra z&nbsp;Polski, więc przywiozła trochę polskich specjałów – babkę, szynkę… Do tego były inne wędliny, łosoś, sałatki itd. Słowem, uczta. Tak jak trzeba.
A śniadanie wielkanocne było bardzo udane. Zebraliśmy się w&nbsp;sześć osób w&nbsp;akademiku Paul Appell, gdzie są większe i&nbsp;ładniejsze kuchnie. O&nbsp;dziewiątej rano wszyscy Francuzi, jak to mają w&nbsp;zwyczaju w&nbsp;niedzielne poranki, jeszcze spali, więc nikt tam nie przeszkadzał w&nbsp;zajęciu całej kuchni na własne potrzeby. Trzeba powiedzieć, że dziewczyny się postarały – biały obrus, pisanki, koszyczki, chrzan… Prawie jak w&nbsp;domu. Gdy wszystko było gotowe, pomodliliśmy się, stuknęliśmy się jajkami (ta tradycja, to była dla mnie nowość), zrobiliśmy pamiątkowe zdjęcia i&nbsp;wreszcie mogliśmy zacząć jeść. Do jednej z&nbsp;koleżanek przyjechała na czas świąt siostra z&nbsp;Polski, więc przywiozła trochę polskich specjałów – babkę, szynkę… Do tego były inne wędliny, łosoś, sałatki itd. Słowem, uczta. Tak jak trzeba.


O jedenastej msza w&nbsp;katedrze – przeżycie nie tylko religijne, ale też estetyczne. Rozświetlone freski, procesje z&nbsp;biskupami, kadzidła, chór… A&nbsp;przede wszystkim niesamowite popisy organisty. Jest tam też coś takiego jak Straż Katedralna – panowie w&nbsp;eleganckich niebieskich mundurach, którzy przeważnie zajmują się pilnowaniem po-
O jedenastej msza w&nbsp;katedrze – przeżycie nie tylko religijne, ale też estetyczne. Rozświetlone freski, procesje z&nbsp;biskupami, kadzidła, chór… A&nbsp;przede wszystkim niesamowite popisy organisty. Jest tam też coś takiego jak Straż Katedralna – panowie w&nbsp;eleganckich niebieskich mundurach, którzy przeważnie zajmują się pilnowaniem porządku w&nbsp;kościele i&nbsp;wyganianiem ludzi, kiedy katedrę trzeba zamknąć. Na czele procesji szedł ich zapewne szef – też w&nbsp;niebieskim mundurze, ale bardziej ozdobnym, oraz w&nbsp;kapeluszu z&nbsp;ogromnym pióropuszem; w&nbsp;sumie dość paradne widowisko. Ale największym zaskoczeniem – wprawdzie już słyszałem, że to się pojawiło na Zachodzie, ale
rządku w&nbsp;kościele i&nbsp;wyganianiem ludzi, kiedy katedrę trzeba zamknąć. Na czele procesji szedł ich zapewne szef – też w&nbsp;niebieskim mundurze, ale bardziej ozdobnym, oraz w&nbsp;kapeluszu z&nbsp;ogromnym pióropuszem; w&nbsp;sumie dość paradne widowisko. Ale największym zaskoczeniem – wprawdzie już słyszałem, że to się pojawiło na Zachodzie, ale
jeszcze nigdy nie widziałem na własne oczy – były… ministrantki (''sic, sic!''). Msza była, rzecz jasna, po francusku, choć niektóre czytania odbyły się po niemiecku.
jeszcze nigdy nie widziałem na własne oczy – były… ministrantki (''sic, sic!''). Msza była, rzecz jasna, po francusku, choć niektóre czytania odbyły się po niemiecku.


Linia 641: Linia 651:


== Unia Europejska ==
== Unia Europejska ==
<div style="text-align: right;">6 czerwca 2004 r.</div>
<div align="right" style="float: right; margin-left: 5px;">6 czerwca 2004 r.</div>
Witam, witam w&nbsp;Unii Europejskiej.
Witam, witam <br>
w&nbsp;Unii Europejskiej.


Miesiąc temu miałem przyjemność być naocznym świadkiem wciągnięcia flag Polski i&nbsp;dziewięciu innych krajów na maszty przed gmachem Parlamentu Europejskiego. Tak oto staliśmy się Unioeuropejczykami, choć wcale nie zmienialiśmy paszportów. Ten list będzie więc oczywiście o&nbsp;tym, jak rozszerzenie wyglądało w&nbsp;mieście, które jest w&nbsp;samym środku Wspólnoty od samego jej początku i&nbsp;dumnie nazywa się „stolicą europejską” (będąc tu można odnieść wrażenie, że w&nbsp;ogóle nie ma czegoś takiego jak Bruksela).
Miesiąc temu miałem przyjemność być naocznym świadkiem wciągnięcia flag Polski i&nbsp;dziewięciu innych krajów na maszty przed gmachem Parlamentu Europejskiego. Tak oto staliśmy się Unioeuropejczykami, choć wcale nie zmienialiśmy paszportów. Ten list będzie więc oczywiście o&nbsp;tym, jak rozszerzenie wyglądało w&nbsp;mieście, które jest w&nbsp;samym środku Wspólnoty od samego jej początku i&nbsp;dumnie nazywa się „stolicą europejską” (będąc tu można odnieść wrażenie, że w&nbsp;ogóle nie ma czegoś takiego jak Bruksela).
Linia 703: Linia 714:


Nie omieszkam na pewno. Dziękuję za list i&nbsp;pozdrawiam wszystkich Czytelników.
Nie omieszkam na pewno. Dziękuję za list i&nbsp;pozdrawiam wszystkich Czytelników.
== Wycieczki ==
<div align="right" style="float: right; margin-left: 5px;">Strasburg, 20 czerwca 2004 r.</div>
Cześć,
Jak to dobrze, że przedstawicielstwo RP przy Radzie Europy jest tak blisko! Ty­dzień temu tam oddałem swój głos w europejskich wyborach parlamentarnych. Swoją drogą, to najładniej urządzony lokal wyborczy, w jakim kiedykolwiek byłem. I nawet było w nim trochę ruchu; ciekawe, jak z frekwencją było w kraju.
W każdym razie, spełniwszy swój obywatelski obowiązek, mogę się zabrać za pi­sanie nowych wieści. Tym razem będzie o kilku wycieczkach, które odbyłem poza Strasburg, żebyście nie myśleli, że nie wychylam nosa z miasta. A konkretnie, będzie o dwóch wycieczkach, na które się wybrałem w łikend 15–16 maja oraz o jednej, którą odbyłem w 10 czerwca.
=== Dambach-la-Ville i okolice ===
W sobotę 15 maja wybrałem się na wycieczkę ze znajomymi: dwojgiem Francuzów – Sabriną i Christophem – oraz dwojgiem Bułgarów – Iriną i Stojem. Pojechaliśmy autem Christophe’a do Dambach-la-Ville, małego miasteczka u podnóża Wogezów. Zaparkowaliśmy koło starego kościółka św. Sebastiana, w którego murach znajduje się małe ossuarium, czyli pomieszczenie wypełnione ludzkimi kośćmi. Przy kracie wisi tabliczka z groźnym memento: „Czym jesteście, my byliśmy; czym jesteśmy, wy się staniecie.” W sam raz na początek wycieczki po górach, nie? Co ciekawe, z drugiej strony kościół­ka jest ganek, który sugeruje, że kościół został przerobiony na dom mieszkalny!
Wogezy to stare góry, więc łażenie po nich nie jest specjalnie groźne ani męczą­ce. A mimo to, widoczki zdarzają się całkiem ładne. Zresztą Wogezy to nie tylko przy­roda; przypominają trochę nasz Szlak Orlich Gniazd – praktycznie co górka to zamek, a raczej ruiny zamku. Na naszej nie tak znów długiej trasie zaliczyliśmy trzy: Orten­bourg, Bernstein i Ramstein, ale niestety, nie do wszystkich udało nam się wejść. Nie rozumiem, jak można było ruiny doprowadzić do takiego stanu, by chodzenie po nich groziło śmiercią!
Po zejściu z gór wróciliśmy do Dambach idąc przez winnice rozciągające się na stokach między lasem u góry a wioskami na dole. Na koniec przeszliśmy przez samo miasteczko Dambach; bardzo malownicze, choć zdarzały się i domki, wprawdzie zbudowane w stylu jak najbardziej alzackim, ale pomalowane – zapewne niedawno – w bar­wy seledynowo-różowe. Wycieczka była bardzo udana, również dzięki pięknej pogodzie i – co najważniejsze – miłemu towarzystwu. Sabrina zrobiła podczas wycieczki trochę zdjęć, które można oglądnąć na stworzonej przez nią stronie.
=== Z Kolmaru do Ribeauvillé ===
Następnego dnia nie udało mi się już znaleźć chętnych na wycieczkę według mo­jego planu, więc pojechałem sam. Plan był prosty: pociągiem do Kolmaru, stamtąd rowe­rem do Kaysersbergu, dalej do Riquewihru i Ribeauvillé, i w końcu znów pociągiem do Strasburga. Podróżowanie pociągami SNCF (francuskich kolei państwowych) to praw­dziwa przyjemność w porównaniu z naszym PKP (pięknie, k...., pięknie). Pociągi jeżdżą tu szybko, cicho, punktualnie, są klimatyzowane, a co dla mnie szczególnie ważne, mają specjalne pomieszczenia na rowery, za przewóz których nie trzeba nic dodatkowo pła­cić (oczywiście za sam bilet trzeba zapłacić i to sporo). Nie można tylko zapomnieć o skasowaniu biletu przed wejściem do pociągu, choć do tej pory pozostaje dla mnie zagadką, po co te bilety się kasuje.
W Kolmarze (Colmar), jak może pamiętacie, byłem już w grudniu. Jednak teraz, na wiosnę wyglądał dużo lepiej. Poza tym obejrzałem parę miejsc, które wtedy pominąłem, m.in. przepiękną gotycką kolegiatę św. Marcina. Ale tym, na co najbardziej się cieszy­łem od początku, było Muzeum Unterlinden. Nie zawiodłem się. Muzeum mieści się w trzynastowiecznym klasztorze, do Rewolucji zajmowanym przez siostry dominikanki. W salach wokół ślicznego wirydarza i krużganków znajduje się przede wszystkim ko­lekcja średniowiecznej sztuki sakralnej. Do tejże kolekcji należy największa chluba muzeum – ołtarz z Isenheimu. Znając ten ołtarz z reprodukcji i z opisów, bałem się trochę, że nie zrobi na mnie aż takiego wrażenia, jak się powinienem był spodziewać. Stało się jednak odwrotnie – dzieło należące niegdyś do klasztoru antonitów w Isen­heimie przerosło moje oczekiwania. Z pewnością jeszcze większe wrażenie robiłby na swoim miejscu, czyli w kościele, ale wtedy nie zobaczyłbym wszystkich skrzydeł ołta­rza. Jest to bowiem dość złożony poliptyk, który w muzeum rozłożono na części; można więc przyjrzeć się każdemu fragmentowi z osobna, ale jak wyglądała całość, trzeba już sobie wyobrazić.
Centralnym i najstarszym elementem poliptyku są drewniane złocone statuy św. Antoniego w towarzystwie świętych Hieronima i Augustyna, dzieło Nicolasa z Hague­neau. Pod spodem znajduje się predella zawierające rzeźbione popiersia Jezusa i apostołów. Lecz z artystycznego punktu widzenia ważniejsze są skrzydła ołtarza, do­robione później przez Matthiasa Grünewalda, jednego z najwybitniejszych niemieckich malarzy późnego gotyku. Stworzył on dwie pary skrzydeł ruchomych, jedną parę skrzydeł nieruchomych oraz dodatkowe skrzydło zakrywające predellę. W ten sposób możliwe były, w zależności od okresu w roku liturgicznym, trzy odsłony ołtarza. Na co dzień skrzydła były zamknięte, ukazując najbardziej chyba znaną część ołtarza, czyli Ukrzyżowanie. Jezus jest tu przedstawiony w chwili śmierci, ze spuszczoną głową, z siną skórą i z palcami powykręcanymi z bólu. Jasno oświetlony krzyż stoi na ciemnym, niemal czarnym tle, co dodaje obrazowi niesamowitej głębi. To z pewnością jedno z najbardziej realistycznych i przejmujących wyobrażeń śmierci Chrystusa. Pod spo­dem, na skrzydle zakrywającym predellę, namalowane jest Złożenie do grobu.
Od święta zewnętrzne skrzydła otwierano i ukazywały się sceny dużo radośniej­sze, przepełnione światłem i żywymi barwami. Od lewej do prawej były to: Zwiastowa­nie, Koncert aniołów dla Maryi z Dzieciątkiem oraz Zmartwychwstanie. Szczególnie środkowa scena jest bardzo pogodna i romantyczna. Bóg, patrzący z nieba na Maryję, i otaczający Go aniołowie są namalowani tak, jakby składali się wyłącznie ze światła. Natomiast Chrystus zmartwychwstały wisi w powietrzu nad otwartym grobem, wokół którego leżą nieprzytomni strażnicy, a sam otoczony jest wielką kulą ognia. Powie­działbym, że wygląda to nieco komiksowo, ale i tak mi się podoba. W trzeciej odsłonie ukazywały się wyżej wspomniane rzeźby, a na skrzydłach po bokach – obrazy z życia św. Antoniego. Szczególne wrażenie robi Kuszenie św. Antoniego napastowanego przez chmarę potworów rodem z najgorszych koszmarów.
Myślę, że Grünewald był mistrzem w ukazywaniu zarówno piękna, jak i brzydoty, radości i cierpienia. A do tego wyśmienicie operował światłem i kolorem. Bardzo dobre reprodukcje, z opisami po angielsku, można znaleźć na stronie Web Gallery of Art. Polecam też artykuł Pas­ja i ból, w którym Tadeusz Boruta porównuje isenheimski ołtarz z Pasją Mela Gibsona (Tygodnik Powszechny z 28 marca 2004 r.).
W muzeum tak mi się podobało – również ze względu na przyjemny chłód klasztor­nych murów – że nie bardzo chciałem wychodzić na trzydziestostopniowy skwar, ale w końcu zaplanowałem sobie fajną trasę, więc trzeba jechać. Z Kolmaru pojechałem do Kaysersbergu. To jedno z typowych alzackich miasteczek turystycznych – malownicze średniowieczno-renesansowe domki wzdłuż rzeczki płynącej przez środek miejscowoś­ci, stare uliczki, mostki, kościoły, mury miejskie. Wszędzie pełno kwiatów. Są też dzie­ci w alzackich strojach ludowych, zarabiające pozowaniem turystom do zdjęć. Dookoła, tuż poza miastem rozciągają się winnice, a nad tym wszystkim górują ruiny zamku. Z wieży zamkowej jest piękny widok na miasteczko, winnice, góry i okoliczne miejs­cowości. Widać też trasę rowerową, którą miałem dalej jechać – prowadzi poprzez winnicę do Kientzheim, kolejnego malowniczego, sennego miasteczka ze średniowiecz­nymi obwarowaniami, a potem skręca i idzie… hm, przez przełęcz.
Oczywiście stromy wyjazd rowerem na przełęcz pod wiatr i w palącym słońcu (winnice mają to do siebie, że nie dają z grosz cienia) to to, co tygrysy lubią najbar­dziej. Jeszcze przyjemniej się z tej przełęczy zjeżdżało, prosto do Riquewihru. Rique­wihr to jedno z najbardziej popularnych miasteczek Alzacji. Składa się z jednej głów­nej ulicy, prowadzącej od jednej bramy do drugiej i całej masy ciasnych uliczek bocz­nych z ich kamieniczkami i podwórkami. Ślicznie i idyllicznie jak zawsze. Serio, a w do­datku od mniej więcej XIV wieku naprawdę niewiele się tu zmieniło.
Wyjechawszy z Riquewihru, minąłem potężny korek, pewnie złożony ze strasbur­czyków wracających z łikendu, i dojechałem do Ribeauvillé. W Ribeauvillé, podobnie jak w Kolmarze, byłem już wcześniej, ale miło było zobaczyć je jeszcze raz. A na koniec, jeszcze przejazd do stacji kolejowej – parę kilometrów od miasteczka – i do domu. To była jedna z najbardziej udanych wycieczek. Niestety, z tej wyprawy nie mam żadnych zdjęć.
=== Nancy ===
Przed wycieczką do dawnej stolicy Lotaryngii, Nancy kojarzyło mi się przede wszystkim z naszym królem, Stanisławem Leszczyńskim. To była przecież jego książę­ca stolica, kiedy już pożegnał się ostatecznie z tronem polskim, i to za jego panowania miasto przeżyło okres największej świetności. Warto zauważyć, że „Stanislas” Wspa­niały, zwany też Dobrym Królem Stanislasem („Leszczyński” jest, rzecz jasna, nie do wymówienia dla Francuzów) jest tu znacznie lepiej wspominany niż u nas. Na polskich lekcjach historii ledwie się o nim wspomina, zresztą w ogóle mało się mówi o tak ponurym w dziejach Rzeczypospolitej okresie, jak czasy gonienia od Sasa do Lasa. A tym­czasem, myślę, że to niezwykle ciekawa i wybitna postać, i warto ją przypomnieć.
Stanisław pochodził magnackiej rodziny, był świetnie wykształcony, znał wiele ję­zyków i bardzo się interesował sztuką, zwłaszcza architekturą. W wieku 22 lat został wojewodą poznańskim, co w normalnych warunkach byłoby zwieńczeniem jego kariery. Ale los zdarzył, że w czasie Wielkiej Wojny Północnej, kiedy armia szwedzka, poko­nawszy wojska duńskie, rosyjskie i saskie, zajęła większą część Polski, a konfederacja średzka zdetronizowała pokonanego Augusta Mocnego, król szwedzki Karol XII natk­nął się w poznańskiej karczmie na pana wojewodę. Tam, przy browarku, Karol uznał, że Stasiu świetnie nadawałby się na nowego króla Polski. W lipcu 1704 r. sejm złożony z kilku kasztelanów i kilkudziesięciu szlachty, przy wsparciu zarówno szwedzkiej armii, jak i szwedzkiej kasy, wybrała Leszczyńskiego na nowego monarchę Rzeczypospolitej. Rok później Stanisław został ukoronowany, nota bene nowiutką koroną ufundowaną przez Karola, bo stare polskie regalia August zabrał był ze sobą do Drezna.
Tymczasem, kiedy Karol był zajęty wojną z Augustem, Piotr Wielki zdążył zreor­ganizować i rozbudować rosyjską armię oraz zdobyć dostęp do Bałtyku. Kiedy Szwedzi wznowili wojnę z Moskwą, okazało się, że Rosjan nie dało się już pokonać. Nawet kozacki hetman Mazepa, którego Leszczyński przeciągnął na stronę szwedzką, niewiele mógł pomóc. Po klęsce zadanej Szwedom w bitwie pod Połtawą, Karol, Stanisław i Ma­zepa musieli szukać schronienia w Turcji, a August wrócił do Polski po swoje. Jako na­grodę pocieszenia Stanisław dostał księstewko Zweibrücken w Nadrenii, ale na codzień przesiadywał w lotaryńskim Weissenburgu.
W 1725 r. czternastoletni Ludwik XV zaczął szukać sobie żony. Nie wiem, jakim sposobem, ale na liście kandydatek znalazła się Maria, córka Stanisława, i ostatecznie to ona okazała się królewską wybranką. Nie pomogły protesty dworzan przeciw takiemu mezaliansowi z córką prostego polskiego szlachcica, który przypadkiem przez parę godzin był królem, a do tego brzydką. W ciągu dziesięciu lat Maria dała Ludwikowi dziesięcioro dzieci. Potem król przestał się nią interesować i zaczął ją regularnie zdradzać; miał nawet w ogrodach Wersalu cały harem, do którego zakradał się w prze­braniu polskiego szlachcica.
Ale zanim do tego doszło, to w 1733 r. zmarło się Augustowi Mocnemu, a Europę ogarnęła kolejna wojna, znana jako Wojna o Polską Sukcesję. Pretensje Leszczyńskie­go poparł oczywiście jego zięć, a także Hiszpania i Sardynia; natomiast Rosja, Austria i szlachta litewska stanęły po stronie Fryderyka Augusta. Na początku szło nieźle; Francja zajęła Lotaryngię, Hiszpania pokonawszy Austrię zdobyła Neapol, a Leszczyń­ski zdążył sobie jeszcze pokrólować przez trzy lata. Jednak potem Rosjanie zajęli Warszawę i Stanisław w przebraniu chłopa musiał brać nogi za pas. Wreszcie wszyscy dogadali się jakoś w Wiedniu i uradzili, iż: król hiszpański Karol III zatrzyma sobie Neapol i Sycylię, ale odda Austrii Parmę; Maria Teresa będzie mogła odziedziczyć tron po ojcu; a na tronie polskim pozostanie Fryderyk August. Leszczyński zachował tytuł królewski i do tego dostał księstwo Lotaryngii i Baru, które dotychczasowy ksią­żę Franciszek III zamienił na Toskanię. Kto na tym wszystkim zyskał najwięcej? Fran­cja – która miała dostać Lotaryngię po śmierci Leszczyńskiego. Stanisław miał tylko przygotować Lotaryńczyków na francuskie rządy.
I zrobił to świetnie. Voltaire napisał o Leszczyńskim, że w swych nowych posiadło­ściach zrobił „więcej dobrego, niż którykolwiek król Sarmatów kiedykolwiek zdziałał nad Wisłą.” Jego panowanie to okres największej świetności Nancy, które przebudował z wielkim rozmachem w stylu klasycystycznym. Na środku głównego placu miasta, czyli Placu Stanisława (''Place Stanislas'') stoi dziś jego pomnik, podpisany: „swemu dobro­czyńcy, Stanisławowi, wdzięczna Lotaryngia.” Po bokach cokołu wypisane są wszystkie jego zasługi – założone przez niego sierocińce, szkoły, domy starców itp. Tak Lesz­czyński szczęśliwie zarządzał Lotaryngią przez trzydzieści lat, aż do pewnego tragi­komicznego wypadku w jego rezydencji w Lunéville. Jak to było wówczas w zwyczaju, podszedł do kominka, aby załatwić do niego pewną potrzebę; jednak pech chciał, że jego ubranie zajęło się ogniem. Zmarł parę dni później w wyniku oparzeń, w wieku 89 lat, jako najdłużej żyjący król polski.
No, starczy tej historii, wróćmy do samego miasta. Jadąc (rowerem, rzecz jasna) przez miasto z północy na południe, a potem na zachód, można prześledzić jego histo­ryczny rozwój od średniowiecza po XX wiek. Do Starego Miasta wjeżdża się przez dwie potężne renesansowe bramy. Na drugiej z nich wyryty jest wielki krzyż lotaryń­ski (&nbsp;‡&nbsp;). Dalej jedzie się wzdłuż Pałacu Książęcego z pięknym gotyckim portalem i dłu­gim rzędem rzygulców.
Za Pałacem rozpościera się część miasta zbudowana za Stanisława. Długim za­drzewionym placem jedzie aż do majestatycznego, złoconego łuku triumfalnego, za którym otwiera się wspomniany już Plac Stanisława. Wokół niego stoją klasycystyczne gmachy mieszczące dziś operę i muzeum, złocone fontanny i bramy oraz ratusz. Cen­tralnym motywem na fasadzie ratusza jest herb Rzeczypospolitej – z Orłem, Pogonią oraz głową żubra (to Wieniawa, rodzinny herb Leszczyńskich).
Dalej, za placem, jest już miasto XIX-wieczne. Choć Nancy jest dwa razy mniej­sze od Strasburga (bez aglomeracji), to zabudową bardziej przypomina Paryż niż ro­biący wrażenie prowincjonalnego Strasburg. Tutaj można też znaleźć perełki architektury pochodzące z drugiego okresu świetności miasta, a mianowicie z przełomu XIX i XX wieku, kiedy przeniosło się tu wielu Francuzów z terenów zajętych przez Niemcy, a Nancy stało się głównym ośrodkiem rozwoju francuskiej secesji (''Art Nouveau''). Ko­lekcje wyrobów użytkowych pochodzących z tzw. szkoły Nancy to najciekawsze, co można zobaczyć w tutejszych muzeach. Zwiedziłem dwa z nich. Jedno jest w całości poświęcone secesji. Dosyć się zdziwiłem, kiedy kazano mi założyć plecak na brzuch… Ale zrozumiałem, gdy okazało się, że pokaźna część kolekcji to wyroby ze szkła, które plecakiem można by łatwo uszkodzić. Choć muzeum jest w sumie niewielkie, to zrobiło na mnie duże wrażenie – jeszcze nigdy nie widziałem takiego nagromadzenia secesji i to w najlepszym wydaniu. Salony, sypialnie, jadalnia i łazienka, a do tego niezliczone szklanki, wazy, puchary i inne naczynia – wszystko w wymyślnych kształtach i kolorach, przeważnie z motywami roślinnymi i owadzimi.
W drugim muzeum, tym przez Pl. Stanisława, są już działy poświęcone różnym epokom. Od sztuki średniowiecznej po mało znane dzieła znanych artystów dwudzies­towiecznych – Picassa, Duchampa, Modiglianiego, Marcoussisa… Ale i tak najciekawsze jest podziemie. Tam, wśród zachowanych fragmentów murów miejskich, znajduje się jeszcze jedna kolekcja naczyń szklanych, głównie secesyjnych (jest też trochę now­szych dzieł). O naczyniach tych trudno powiedzieć, by miały charakter użytkowy, ale to prawdziwe dzieła sztuki. Formy są tak wymyślne, że zacząłem się zastanawiać, skąd ci artyści mieli takie wizje. Pewna możliwa odpowiedź przyszła mi do głowy, gdy ujrza­łem naczynia z motywami grzybowymi…
Wycieczka miała tylko dwa mankamenty: po pierwsze, co zabytek, to remont i rusztowania, a po drugie, niemiłosierny upał. Dobrze, że chociaż pociąg do Strasburga był klimatyzowany. Zdjęcia w Nancy robiłem pożyczonym od sąsiada aparatem konwencjonalnym, co znaczy, że jak kolega je wywoła i mi je zeskanuje, to będą.
Uff, rozpisałem się trochę, ale trzeba było nadrobić zaległości. Pozdrawiam ser­decznie.


== Topografia ==
== Topografia ==
Linia 714: Linia 781:
Instytucje Europejskie leżą nieco dalej na północ, w&nbsp;miejscu, gdzie rzeczka Ill krzyżuje się z&nbsp;kanałem Marna-Ren. Na trzech rogach tego „skrzyżowania” wznoszą się trzy „ultranowoczesne” – jak powiedzieliby Francuzi – gmachy: Pałac Europejski (siedziba Rady Europy), Parlament Europejski oraz Trybunał Praw Człowieka. Tuż obok Pałacu Europejskiego leży największy i&nbsp;najładniejszy park Strasburga, zwany Oranżerią.
Instytucje Europejskie leżą nieco dalej na północ, w&nbsp;miejscu, gdzie rzeczka Ill krzyżuje się z&nbsp;kanałem Marna-Ren. Na trzech rogach tego „skrzyżowania” wznoszą się trzy „ultranowoczesne” – jak powiedzieliby Francuzi – gmachy: Pałac Europejski (siedziba Rady Europy), Parlament Europejski oraz Trybunał Praw Człowieka. Tuż obok Pałacu Europejskiego leży największy i&nbsp;najładniejszy park Strasburga, zwany Oranżerią.


== Powrót ==
<div align="right" style="float: right; margin-left: 5px;">Kraków, 24 października 2004 r.</div>
Witam, witam
Wiem, że to trochę późno, ale od kiedy wróciłem do Krakowa, jestem bez dostępu do Internetu, czyli wirtualnie odcięty od świata. Zresztą, wakacje nie sprzyjały temu, żeby siedzieć przy komputerze i pisać. Niemniej opis moich ostatnich dni w Strasburgu i mojego powrotu do domu, no i jakieś podsumowanie całego pobytu, bez wątpienia należą się wszystkim dotychczasowym czytelnikom Wieści. A zatem zabieram się do pisania:
Koniec pobytu w Strasburgu był już całkiem luźny. Zajęcia na uczelni skończyły się mniej więcej w połowie miesiąca, a większość przedmiotów zaliczyłem już przed sesją. Niestety pod koniec czerwca większość znajomych zaczęła już wracać do domów lub przeprowadzać się do innych akademików, tak że zaczęło się już robić cokolwiek pusto i nudnawo. Jakimś urozmaiceniem były wycieczki rowerowe poza miasto; jak się miało później okazać, ostatnie moje przejażdżki na tym rowerze.
Remont, o którym pisałem w pierwszym semestrze, jeszcze się ciągnął, choć był już nieco mniej uciążliwy. W każdym razie co najmniej jedna z kuchni była stale zamknięta, a stare i brudne kuchenki wymieniono na… żadne. Zasada, że pokój należy zosatwić w takim stanie, w jakim się go zastało, w moim akademiku nie obowiązywała: my zastaliśmy swoje pokoje rozbebeszone, zakurzone, a czasem nawet trochę zagruzowane, ale zdać musieliśmy pokoje sterylnie czyste i nienaruszone.
{{clear}}
{{Galerie zdjęć z&nbsp;Francji}}
{{Galerie zdjęć z&nbsp;Francji}}
[[Kategoria: Judkowe]]
[[Kategoria: Judkowe]]
[[Kategoria: Wieści]]
[[Kategoria: Wieści]]