Pożegnanie Dorki, 30 czerwca 2005: Różnice pomiędzy wersjami
Utworzono nową stronę "{{Odbyte spotkanie}} == Termin i miejsce == * Czwartek, 30 czerwca 2005 r., godz. 19 * Cień == Okazja == Pożegnanie Dorki, która następnego dnia odfr..." |
|||
| (Nie pokazano 1 pośredniej wersji utworzonej przez tego samego użytkownika) | |||
| Linia 25: | Linia 25: | ||
To była niesamowita noc, do tej pory, siedem miesięcy później, przypominam sobie dość sporo, choć oczywiście niektórych fragmentów wskutek odurzenia alkoholowego nie mam prawa pamiętać. Zaczęło się od tego, że przyszedłem prosto z pracy, kiedy nikogo jeszcze nie było, a ten [[Cień|cieniasty lokal]] był jeszcze zamknięty. Wypiłem więc samotnie [[piwo|piwko]] w ogródku obok, który wziąłem za ogródek lokalu, w którym mieliśmy się spotkać, a okazał się być ogródkiem konkurencji. | To była niesamowita noc, do tej pory, siedem miesięcy później, przypominam sobie dość sporo, choć oczywiście niektórych fragmentów wskutek odurzenia alkoholowego nie mam prawa pamiętać. Zaczęło się od tego, że przyszedłem prosto z pracy, kiedy nikogo jeszcze nie było, a ten [[Cień|cieniasty lokal]] był jeszcze zamknięty. Wypiłem więc samotnie [[piwo|piwko]] w ogródku obok, który wziąłem za ogródek lokalu, w którym mieliśmy się spotkać, a okazał się być ogródkiem konkurencji. | ||
W każdym razie po jakimś czasie zebrała się większa część ekipy i zaczęło się zwyczajne, nudne spotkanko. Podobno miały być jakieś tańce, ale na szczęście obyło się bez nich. Podobno też miał się tam pojawić kolega, którego od ósmej klasy nie widziałem, ale się nie pojawił, albo go nie zauważyłem. Pojawiła się natomaist sąsiadka Lucasa, co skupiło uwagę większej części męskiego | W każdym razie po jakimś czasie zebrała się większa część ekipy i zaczęło się zwyczajne, nudne spotkanko. Podobno miały być jakieś tańce, ale na szczęście obyło się bez nich. Podobno też miał się tam pojawić kolega, którego od ósmej klasy nie widziałem, ale się nie pojawił, albo go nie zauważyłem. Pojawiła się natomaist sąsiadka Lucasa, co skupiło uwagę większej części męskiego towarzystwa na niej, a ja tymczasem od osoby, którą mieliśmy żegnać, dowiedziałem się nareszcie, dlaczego nie. | ||
I tak to jeszcze trochę trwało, aż w końcu ją odprowadziłem, a potem wróciłem wyciągnąć Tukana i poszliśmy na imprezę, na którą w sumie powinienem był chyba iść od razu. Zabawa odbywała się u mojej koleżanki z pracy, towarzystwo było głównie z firmy, a rozmowy przy winie, ponczu i innych alkoholach toczyły się po polsku, angielsku, portugalsku i francusku. W trakcie rozmowy (po polsku) z Tukanem doszedłem wtedy do wniosku, że tytułowe pożegnanie było jednak pożegnaniem na zawsze. I tym optymistycznym akcentem wyszliśmy z imprezy, bo skończyła się wkrótce po tym, jak tam przyszliśmy. | I tak to jeszcze trochę trwało, aż w końcu ją odprowadziłem, a potem wróciłem wyciągnąć Tukana i poszliśmy na imprezę, na którą w sumie powinienem był chyba iść od razu. Zabawa odbywała się u mojej koleżanki z pracy, towarzystwo było głównie z firmy, a rozmowy przy winie, ponczu i innych alkoholach toczyły się po polsku, angielsku, portugalsku i francusku. W trakcie rozmowy (po polsku) z Tukanem doszedłem wtedy do wniosku, że tytułowe pożegnanie było jednak pożegnaniem na zawsze. I tym optymistycznym akcentem wyszliśmy z imprezy, bo skończyła się wkrótce po tym, jak tam przyszliśmy. | ||
| Linia 32: | Linia 32: | ||
Obudziłem się o piątej rano. Z kilkudziesięciu osób (tak mi się wydaje), które były w tym domu jeszcze parę godzin wcześniej, zostały już – oprócz mnie – tylko trzy, z czego dwie zawzięcie tańczyły tango (a może to był walc?). Był już jasny, pogodny, roboczy dzień. Ubrałem się, wyszedłem i podążyłem na przystanek tramwajowy, gdzie odkryłem w jednej z moich kieszeni cudze klucze od mieszkania. Wróciłem, oddałem klucze, potem pojechałem tramwajem do domu, jeszcze troszkę się zdrzemnąłem i zdążyłem na dziesiątą do pracy. | Obudziłem się o piątej rano. Z kilkudziesięciu osób (tak mi się wydaje), które były w tym domu jeszcze parę godzin wcześniej, zostały już – oprócz mnie – tylko trzy, z czego dwie zawzięcie tańczyły tango (a może to był walc?). Był już jasny, pogodny, roboczy dzień. Ubrałem się, wyszedłem i podążyłem na przystanek tramwajowy, gdzie odkryłem w jednej z moich kieszeni cudze klucze od mieszkania. Wróciłem, oddałem klucze, potem pojechałem tramwajem do domu, jeszcze troszkę się zdrzemnąłem i zdążyłem na dziesiątą do pracy. | ||
— [[Judek|'''אפםטנ''']], godz. 23:41, 30 sty 2006 (CET) | |||